niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 14



Mamy rozdział 14! Mam nadzieję, że się Wam spodoba :) widzę jednak, że jeśli nie poproszę o komentarze, to ich nie otrzymam :/ trochę to przykre, wiecie, nie robię czegoś typu 5 kom = rozdział i nie zamierzam, ale miło jest, jeśli komentujecie. Nie będę się już Was o nie prosiła, ale mimo wszystko pamiętajcie, że mnie to motywuje :) Ach i chciałabym jeszcze wiedzieć, co myślicie o długości rozdziałów. To dla mnie ważne, więc proszę o opinię. Życzę miłego czytania i do zobaczenia przy 15! :*
***********************************************************************

~ Percy ~
Zaraz po śniadaniu pobiegliśmy po swoje rzeczy, ponieważ Argus już na nas czekał. Wsiedliśmy do furgonetki i wyruszyliśmy. Gdy dojeżdżaliśmy na Manhattan miałem jakieś dziwne przeczucie. Czułem, że coś jest nie tak i miałem wrażenie, że coś się zaraz wydarzy. Niczym szósty zmysł, po chwili coś uderzyło w nasz pojazd. Spojrzałem na Annabeth, która już wyjmowała swój sztylet. Również sięgnąłem do kieszeni po mojego Orkana. Gdy po raz drugi poczuliśmy silne uderzenie, Argus nie dał rady utrzymać się na drodze i zjechał na pobocze. Dobrze, że o tak wczesnej porze, na obrzeżach miasta nie było wielu ludzi, bo to zdecydowanie wywołałoby o wiele większe zamieszanie. Gdy nasz kierowca się już zatrzymał, wysiedliśmy z Ann z auta i rozejrzeliśmy się. Na pierwszy rzut oka nic nie dostrzegłem. Po chwili poczułem jak Annabeth ciągnie mnie za ramię, abym się rzucił na ziemię. W ten sposób uratowała mi życie, ponieważ nad głową przeleciał mi wielki ogon z kolcem. Spojrzałem w górę i dostrzegłem siedzącą na latarni Mantikorę. Momentalnie podniosłem się na nogi i delikatnie odsunąłem do tyłu. Ten jej ogon był cholernie niebezpieczny. Gdy po raz drugi zaatakowała nim mnie, zrobiłem szybki unik i w ostatnie chwili, obracając się na plecy odciąłem go. Potwór zawył i zeskoczył na ziemię. Zaczął się zbliżać w moim kierunku, a ja stałem w miejscu, obmyślając szybki plan, jak pokonać stwora. Niestety, to nie jest moja najlepsza strona, ja zawsze działam, potem myślę. Kątem oka zerknąłem na Annabeth, która wolnymi krokami, tak aby Mantikora jej nie zauważyła, starała się obejść przeciwnika. Już wiedziałem co muszę zrobić. To zaleta wieloletnich, wspólnych treningów i licznych, wspólnie stoczonych bitw o sztandar. Nie potrzebowaliśmy słów, by zrozumieć co planuje ten drugi. Tym razem moim zadaniem było odwrócić uwagę wroga. Delikatnie cofnąłem się do tyłu i wtedy zdałem sobie sprawę, że za moimi plecami znajduje się furgonetka. Gdy zauważyłem, że potwór się zatrzymał i zaczął się rozglądać, uderzyłem kilkukrotnie w pojazd klingą miecza, a ten zwrócił na mnie uwagę. Ponownie zaczął się zbliżać w moją stronę. Gdy był zaledwie kilka metrów, przybrał postawę do skoku. Wiedziałem już wtedy, że będzie atakował. Nagle wyskoczył w przód, a ja w ostatniej chwili odskoczyłem w bok. Udało mi się przy okazji ciąć w kark stwora, przez co warknął zdenerwowany i zapewne obolały, gdyż poza małą raną, chyba nabył sporego guza na łbie, po mały zderzeniu z autem. Poderwał się wkurzony i znów mnie zaatakował. Nie zdążyłem się podnieść i odskoczyć, więc znalazł się nade mną i mnie przygniótł. Chyba zapomniał, że odciąłem mu ogon, ponieważ cały czas próbował mnie ugodzić zakończeniem, które zostało. Zaczynałem się niecierpliwić. Co robi Annabeth? Mantikora porządnie mnie udrapnęła w ramię rozrywając mi skórę. Krzyknąłem z bólu, który mi zadała, ale mój krzyk przebiło jej wycie. Po chwili potwór opadł obok mnie i rozsypał się w złotawy pył, a ja złapałem się za bolące ramię. Podbiegła do mnie Annabeth i klęknęła obok. Szybko wyjęła z plecaka trochę ambrozji i mi podała. Szybko przełknąłem pokarm bogów i spróbowałem wstać. Ból był jednak wciąż zbyt duży i zajęczałem głośno. Moja dziewczyna natychmiast mnie złapała zanim znów opadłem i mocno przytuliła. Pomogła mi wstać i poprowadziła mnie w stronę furgonetki. Wsiedliśmy do środka, a Argus odpalił silnik i zawiózł nas na Olimp. Gdy wchodziliśmy do Empire State Building ludzie dziwnie na nas patrzyli. No tak, w końcu nie codziennie widzi się dwójkę nastolatków, którzy ranni, zamiast iść do szpitala, wchodzą do wielkiego wieżowca! Annabeth szybko podeszła do recepcji i powiedziała
- 600 piętro proszę.
- Nie ma takiego piętra panienko. – powiedział młody chłopak.
- Okej, widzę, że jesteś tu nowy, bo cholera, wszyscy mnie tu znają po tym, jak projektowałam na nowo Olimp! Więc nie wkręcaj mi, że 600 piętro nie istnieje i po prostu pozwól mi tam wjechać, bo mój chłopak jest bardzo ranny! – krzyknęła wyrzucając ręce w górę i pokazując na mnie.
Widać było, że chłopak się wystraszył i po chwili pozwolił nam wejść do windy. Szybko znaleźliśmy się na górze, a po chwili otoczył nas wielki tłum, który poprowadził nas w stronę Pałacu. Zaraz po wejściu zabrali nas do części szpitalnej, opatrzyli moją ranę i drobne zadrapania Annabeth, po czym podali nektar do wypicia. Nie musieliśmy tam długo zostać, ponieważ moja rana nie była zakażona ani nie było w niej trucizny, więc lek szybko zadziałał. Zanim wyszliśmy, zawitał do nas Chejron.
- Jak się czujecie dzieciaki?
- Jest okej – odpowiedziałem.
- Wcale nie Percy! Nie jest okej! Mogło być gorzej, mogłeś umrzeć! Cholera! Jeśli bogowie i tym razem nic z tym nie zrobią to nie skończy się to dla nich dobrze!
- Annabeth spokojnie. Jesteś teraz ich gościem, jesteś na ich terenie, uważaj co mówisz.
- Mam dość Chejronie! Trzeba zacząć działać…
- Masz rację. Po to tu jesteście. Ale musisz się uspokoić, zanim pójdziemy na obrady.
- Chejron ma rację Ann. Spokojnie. Wszystko ze mną w porządku, żyję, to normalne i nie pierwszy raz się takie coś wydarzyło. Zapewne też nie ostatni. Więc wyluzuj.
- Już okej.
- Więc jesteście gotowi. Mam was zaprowadzić do Sali Obrad. Chodźmy.
I ruszyliśmy. Otworzył wielkie wrota i wpuścił nas jako pierwszych, wchodząc zaraz za nami i zamykając je. Podeszliśmy bliżej i pokłoniliśmy się bogom, którzy już w pełnej obecności o czymś zażarcie dyskutowali. Gdy nas dostrzegli, momentalnie zapadła grobowa cisza, którą przerwał Zeus
- Witajcie herosi. Cieszymy się, że dotarliście do nas w jednym kawałku.
Usłyszałem jak Annabeth prychnęła pod nosem.
- Również się cieszymy, że dotarliśmy tu cali, pomimo tego małego incydentu – odpowiedziałem. Ech nienawidzę gadać w taki wyniosły sposób.
- Myślę, że możemy już zaczynać – powiedział Zeus. Usiedliśmy na przygotowanych dla nas miejscach i zaraz usłyszeliśmy pierwsze pytanie.
- Któremu z was śniła się ta rozmowa?
- Mi – odpowiedziała Ann.
- Czy prawdą jest, że słyszałaś coś na temat jakiejś przepowiedni?
- Tak. I mam przeczucie, że jest to nowa wielka przepowiednia.
- Skąd to przeczucie? – wtrąciła Hera. Ugh jak ja jej nie cierpię!
- Gdy rozmawiali o tym i wyczuli, że ktoś podsłuchuje, ta postać kazała się uciszyć tej drugiej osobie. Podczas tej rozmowy brzmiało to tak, jakby ta przepowiednia mówiła o czymś, co może pokrzyżować ich plany i zamierzają zrobić wszystko, żeby do tego nie doszło. Prawdę mówiąc nie wiem, jak mogę lepiej to powiedzieć. Po prostu czuję, że to coś ważnego.
- Rozumiem. A co byś mogła powiedzieć o tej postaci?
- Nie widziałam twarzy tej postaci, ale czułam, że jest dość potężna. Zapewne posiada moc pomniejszego boga lub bożka. Nie jestem pewna, ale mogła być kobietą. Miała szaty, więc nie po wyglądzie to stwierdzam, lecz po głosie. Ale nie jestem pewna.
- A co z tą osobą, z którą rozmawiała?
- Również nie widziałam twarzy, ale głos zdecydowanie należał do chłopaka. Miałam wrażenie, że znam ten głos, ale do tej pory nie wiem, do kogo może należeć. Dlatego stwierdziłam, że możemy mieć szpiega w obozie i musimy uważać komu ufamy. Najlepiej by było, gdyby o wszystkim poinformowane były tylko te osoby, którym w stu procentach ufamy, i które przeżyły już z nami nie jedną wojnę. Na pewno nie nowym.
- Tu masz rację Annabeth. Musimy się jakoś zabezpieczyć. A tobie co się przyśniło Perseuszu? – zapytała Atena.
- Raz miałem sen, gdy ktoś zaatakował obóz. Widziałem te maszyny Rzymian. Na początku powiedziałem Chejronowi, że myślałem, że nas zdradzili i znów zaatakowali, lecz później dużo nad myślałem i zdałem sobie sprawę, że widziałem, jak walczyli po naszej stronie i pomagali nam pokonać potwory. Zrozumiałem to po tym, jak przeanalizowałem ten sen, bo to jakaś bestia mnie zaatakowała, nie ludzie. Pamiętam też to, jak ta dziwna postać porwała Annabeth i ją więziła, ale również nie widziałem jej twarzy. Chyba bardzo tego pilnuje, abyśmy przedwcześnie nie dowiedzieli się kim jest.
- Z pewnością. Dobrze, póki co, musimy przeanalizować tą sytuację sami. Służba pokaże wam wasz pokój, a gdy będziemy was potrzebowali bądź podejmiemy już decyzję, przyślemy kogoś po was.
- Aha! Gratuluję zaręczyn! – krzyknęła radośnie Afrodyta. Wszyscy, włącznie z nami, zrobili wielkie oczy. – No co? Nie bądźcie tacy zaskoczeni. JA WIEM O WSZYSTKIM. – powiedziała z naciskiem, a ja chyba wiedziałem, co jeszcze miała na myśli. Widziałem, jak Annabeth się zarumieniła. Ona chyba też wiedziała o co jej chodziło.
Zauważyłem, że nasi rodzice posyłają nam zdziwione miny. Cóż, widziałem tam też złość, radość, zaskoczenie i wiele innych. Coś mi się wydaję, że będziemy musieli przejść przez ciężką rozmowę. Ta wizyta to porażka.
- Dziękujemy – odpowiedziałem, gdy się już otrząsnąłem i pocałowałem Ann w zaróżowiony policzek. Uśmiechnęła się do mnie, a ja to odwzajemniłem.
- Tak gratulację, a teraz możecie iść – powiedział znudzony Zeus. Co za dupek, pomyślałem.
Zaraz po jego słowach do Sali weszła służąca, która poprowadziła nas długim i szerokim korytarzem. Gdy dotarliśmy do pokoju, razem położyliśmy się na łóżku.
~ Annabeth ~
Bogowie! Czułam się tak nieswojo! Ta małpa po prostu musiała to powiedzieć. Widziałam miny naszych rodziców. To było coś strasznego. I jeszcze ta aluzja! Doskonale wiedziałam, co miała na myśli! Percy z resztą chyba też. I te obrady, to mnie przerośnie, czuję to.
- Czułam się jak na przesłuchaniu, a nie obradach. – powiedziałam.
- Ja też. Po co zadawali tyle tych pytań skoro wszystko już wiedzieli. Przecież powiedzieliśmy wszystko Chejronowi, a on przekazał im. Nie rozumiem tego.
- Uwierz mi Percy, ja też. Ale cóż, może chcieli usłyszeć to ponownie, nawet jeśli to nic nie zmieni. Mam tylko nadzieję, że wreszcie coś zrobią.
- Okaże się. Na pewno poinformują nas o swoich decyzjach. W końcu mamy wielki udział w tym wszystkim.
Po naszej krótkiej wymianie zdań Percy poszedł do łazienki, po prysznicu położył się do łóżka i momentalnie zasnął. To był ciężki dzień, więc się mu nie dziwię. Zdecydowanie przeszedł najwięcej. Ja nie mogłam jednak zasnąć przez długi czas, ponieważ analizowałam sytuację, pod prysznicem, w łóżku, po prostu ciągle. W końcu jednak udało mi się zasnąć. Tej nocy znów nie miałam koszmarów. Co dziwne, zamiast się cieszyć, czułam niepokój. Mam wrażenie, że to cisza przed burzą.

1 komentarz: