Mamy rozdział 14! Mam nadzieję, że się Wam spodoba :) widzę jednak, że jeśli nie poproszę o komentarze, to ich nie otrzymam :/ trochę to przykre, wiecie, nie robię czegoś typu 5 kom = rozdział i nie zamierzam, ale miło jest, jeśli komentujecie. Nie będę się już Was o nie prosiła, ale mimo wszystko pamiętajcie, że mnie to motywuje :) Ach i chciałabym jeszcze wiedzieć, co myślicie o długości rozdziałów. To dla mnie ważne, więc proszę o opinię. Życzę miłego czytania i do zobaczenia przy 15! :*
***********************************************************************
~
Percy ~
Zaraz po śniadaniu pobiegliśmy po swoje rzeczy, ponieważ
Argus już na nas czekał. Wsiedliśmy do furgonetki i wyruszyliśmy. Gdy
dojeżdżaliśmy na Manhattan miałem jakieś dziwne przeczucie. Czułem, że coś jest
nie tak i miałem wrażenie, że coś się zaraz wydarzy. Niczym szósty zmysł, po
chwili coś uderzyło w nasz pojazd. Spojrzałem na Annabeth, która już wyjmowała
swój sztylet. Również sięgnąłem do kieszeni po mojego Orkana. Gdy po raz drugi
poczuliśmy silne uderzenie, Argus nie dał rady utrzymać się na drodze i zjechał
na pobocze. Dobrze, że o tak wczesnej porze, na obrzeżach miasta nie było wielu
ludzi, bo to zdecydowanie wywołałoby o wiele większe zamieszanie. Gdy nasz
kierowca się już zatrzymał, wysiedliśmy z Ann z auta i rozejrzeliśmy się. Na
pierwszy rzut oka nic nie dostrzegłem. Po chwili poczułem jak Annabeth ciągnie
mnie za ramię, abym się rzucił na ziemię. W ten sposób uratowała mi życie,
ponieważ nad głową przeleciał mi wielki ogon z kolcem. Spojrzałem w górę i
dostrzegłem siedzącą na latarni Mantikorę. Momentalnie podniosłem się na nogi i
delikatnie odsunąłem do tyłu. Ten jej ogon był cholernie niebezpieczny. Gdy po
raz drugi zaatakowała nim mnie, zrobiłem szybki unik i w ostatnie chwili,
obracając się na plecy odciąłem go. Potwór zawył i zeskoczył na ziemię. Zaczął
się zbliżać w moim kierunku, a ja stałem w miejscu, obmyślając szybki plan, jak
pokonać stwora. Niestety, to nie jest moja najlepsza strona, ja zawsze działam,
potem myślę. Kątem oka zerknąłem na Annabeth, która wolnymi krokami, tak aby
Mantikora jej nie zauważyła, starała się obejść przeciwnika. Już wiedziałem co
muszę zrobić. To zaleta wieloletnich, wspólnych treningów i licznych, wspólnie
stoczonych bitw o sztandar. Nie potrzebowaliśmy słów, by zrozumieć co planuje
ten drugi. Tym razem moim zadaniem było odwrócić uwagę wroga. Delikatnie
cofnąłem się do tyłu i wtedy zdałem sobie sprawę, że za moimi plecami znajduje
się furgonetka. Gdy zauważyłem, że potwór się zatrzymał i zaczął się rozglądać,
uderzyłem kilkukrotnie w pojazd klingą miecza, a ten zwrócił na mnie uwagę.
Ponownie zaczął się zbliżać w moją stronę. Gdy był zaledwie kilka metrów,
przybrał postawę do skoku. Wiedziałem już wtedy, że będzie atakował. Nagle
wyskoczył w przód, a ja w ostatniej chwili odskoczyłem w bok. Udało mi się przy
okazji ciąć w kark stwora, przez co warknął zdenerwowany i zapewne obolały,
gdyż poza małą raną, chyba nabył sporego guza na łbie, po mały zderzeniu z
autem. Poderwał się wkurzony i znów mnie zaatakował. Nie zdążyłem się podnieść
i odskoczyć, więc znalazł się nade mną i mnie przygniótł. Chyba zapomniał, że
odciąłem mu ogon, ponieważ cały czas próbował mnie ugodzić zakończeniem, które
zostało. Zaczynałem się niecierpliwić. Co robi Annabeth? Mantikora porządnie
mnie udrapnęła w ramię rozrywając mi skórę. Krzyknąłem z bólu, który mi zadała,
ale mój krzyk przebiło jej wycie. Po chwili potwór opadł obok mnie i rozsypał
się w złotawy pył, a ja złapałem się za bolące ramię. Podbiegła do mnie
Annabeth i klęknęła obok. Szybko wyjęła z plecaka trochę ambrozji i mi podała.
Szybko przełknąłem pokarm bogów i spróbowałem wstać. Ból był jednak wciąż zbyt
duży i zajęczałem głośno. Moja dziewczyna natychmiast mnie złapała zanim znów
opadłem i mocno przytuliła. Pomogła mi wstać i poprowadziła mnie w stronę
furgonetki. Wsiedliśmy do środka, a Argus odpalił silnik i zawiózł nas na
Olimp. Gdy wchodziliśmy do Empire State Building ludzie dziwnie na nas
patrzyli. No tak, w końcu nie codziennie widzi się dwójkę nastolatków, którzy
ranni, zamiast iść do szpitala, wchodzą do wielkiego wieżowca! Annabeth szybko
podeszła do recepcji i powiedziała
- 600 piętro proszę.
- Nie ma takiego piętra panienko. – powiedział młody
chłopak.
- Okej, widzę, że jesteś tu nowy, bo cholera, wszyscy
mnie tu znają po tym, jak projektowałam na nowo Olimp! Więc nie wkręcaj mi, że
600 piętro nie istnieje i po prostu pozwól mi tam wjechać, bo mój chłopak jest
bardzo ranny! – krzyknęła wyrzucając ręce w górę i pokazując na mnie.
Widać było, że chłopak się wystraszył i po chwili
pozwolił nam wejść do windy. Szybko znaleźliśmy się na górze, a po chwili
otoczył nas wielki tłum, który poprowadził nas w stronę Pałacu. Zaraz po
wejściu zabrali nas do części szpitalnej, opatrzyli moją ranę i drobne
zadrapania Annabeth, po czym podali nektar do wypicia. Nie musieliśmy tam długo
zostać, ponieważ moja rana nie była zakażona ani nie było w niej trucizny, więc
lek szybko zadziałał. Zanim wyszliśmy, zawitał do nas Chejron.
- Jak się czujecie dzieciaki?
- Jest okej – odpowiedziałem.
- Wcale nie Percy! Nie jest okej! Mogło być gorzej,
mogłeś umrzeć! Cholera! Jeśli bogowie i tym razem nic z tym nie zrobią to nie
skończy się to dla nich dobrze!
- Annabeth spokojnie. Jesteś teraz ich gościem, jesteś na
ich terenie, uważaj co mówisz.
- Mam dość Chejronie! Trzeba zacząć działać…
- Masz rację. Po to tu jesteście. Ale musisz się
uspokoić, zanim pójdziemy na obrady.
- Chejron ma rację Ann. Spokojnie. Wszystko ze mną w
porządku, żyję, to normalne i nie pierwszy raz się takie coś wydarzyło. Zapewne
też nie ostatni. Więc wyluzuj.
- Już okej.
- Więc jesteście gotowi. Mam was zaprowadzić do Sali
Obrad. Chodźmy.
I ruszyliśmy. Otworzył wielkie wrota i wpuścił nas jako
pierwszych, wchodząc zaraz za nami i zamykając je. Podeszliśmy bliżej i
pokłoniliśmy się bogom, którzy już w pełnej obecności o czymś zażarcie
dyskutowali. Gdy nas dostrzegli, momentalnie zapadła grobowa cisza, którą
przerwał Zeus
- Witajcie herosi. Cieszymy się, że dotarliście do nas w
jednym kawałku.
Usłyszałem jak Annabeth prychnęła pod nosem.
- Również się cieszymy, że dotarliśmy tu cali, pomimo
tego małego incydentu – odpowiedziałem. Ech nienawidzę gadać w taki wyniosły
sposób.
- Myślę, że możemy już zaczynać – powiedział Zeus.
Usiedliśmy na przygotowanych dla nas miejscach i zaraz usłyszeliśmy pierwsze
pytanie.
- Któremu z was śniła się ta rozmowa?
- Mi – odpowiedziała Ann.
- Czy prawdą jest, że słyszałaś coś na temat jakiejś
przepowiedni?
- Tak. I mam przeczucie, że jest to nowa wielka
przepowiednia.
- Skąd to przeczucie? – wtrąciła Hera. Ugh jak ja jej nie
cierpię!
- Gdy rozmawiali o tym i wyczuli, że ktoś podsłuchuje, ta
postać kazała się uciszyć tej drugiej osobie. Podczas tej rozmowy brzmiało to
tak, jakby ta przepowiednia mówiła o czymś, co może pokrzyżować ich plany i
zamierzają zrobić wszystko, żeby do tego nie doszło. Prawdę mówiąc nie wiem,
jak mogę lepiej to powiedzieć. Po prostu czuję, że to coś ważnego.
- Rozumiem. A co byś mogła powiedzieć o tej postaci?
- Nie widziałam twarzy tej postaci, ale czułam, że jest
dość potężna. Zapewne posiada moc pomniejszego boga lub bożka. Nie jestem
pewna, ale mogła być kobietą. Miała szaty, więc nie po wyglądzie to stwierdzam,
lecz po głosie. Ale nie jestem pewna.
- A co z tą osobą, z którą rozmawiała?
- Również nie widziałam twarzy, ale głos zdecydowanie
należał do chłopaka. Miałam wrażenie, że znam ten głos, ale do tej pory nie
wiem, do kogo może należeć. Dlatego stwierdziłam, że możemy mieć szpiega w
obozie i musimy uważać komu ufamy. Najlepiej by było, gdyby o wszystkim
poinformowane były tylko te osoby, którym w stu procentach ufamy, i które
przeżyły już z nami nie jedną wojnę. Na pewno nie nowym.
- Tu masz rację Annabeth. Musimy się jakoś zabezpieczyć.
A tobie co się przyśniło Perseuszu? – zapytała Atena.
- Raz miałem sen, gdy ktoś zaatakował obóz. Widziałem te
maszyny Rzymian. Na początku powiedziałem Chejronowi, że myślałem, że nas
zdradzili i znów zaatakowali, lecz później dużo nad myślałem i zdałem sobie
sprawę, że widziałem, jak walczyli po naszej stronie i pomagali nam pokonać potwory.
Zrozumiałem to po tym, jak przeanalizowałem ten sen, bo to jakaś bestia mnie
zaatakowała, nie ludzie. Pamiętam też to, jak ta dziwna postać porwała Annabeth
i ją więziła, ale również nie widziałem jej twarzy. Chyba bardzo tego pilnuje,
abyśmy przedwcześnie nie dowiedzieli się kim jest.
- Z pewnością. Dobrze, póki co, musimy przeanalizować tą
sytuację sami. Służba pokaże wam wasz pokój, a gdy będziemy was potrzebowali
bądź podejmiemy już decyzję, przyślemy kogoś po was.
- Aha! Gratuluję zaręczyn! – krzyknęła radośnie Afrodyta.
Wszyscy, włącznie z nami, zrobili wielkie oczy. – No co? Nie bądźcie tacy
zaskoczeni. JA WIEM O WSZYSTKIM. – powiedziała z naciskiem, a ja chyba
wiedziałem, co jeszcze miała na myśli. Widziałem, jak Annabeth się zarumieniła.
Ona chyba też wiedziała o co jej chodziło.
Zauważyłem, że nasi rodzice posyłają nam zdziwione miny. Cóż,
widziałem tam też złość, radość, zaskoczenie i wiele innych. Coś mi się wydaję,
że będziemy musieli przejść przez ciężką rozmowę. Ta wizyta to porażka.
- Dziękujemy – odpowiedziałem, gdy się już otrząsnąłem i
pocałowałem Ann w zaróżowiony policzek. Uśmiechnęła się do mnie, a ja to
odwzajemniłem.
- Tak gratulację, a teraz możecie iść – powiedział
znudzony Zeus. Co za dupek,
pomyślałem.
Zaraz po jego słowach do Sali weszła służąca, która
poprowadziła nas długim i szerokim korytarzem. Gdy dotarliśmy do pokoju, razem położyliśmy
się na łóżku.
~
Annabeth ~
Bogowie! Czułam się tak nieswojo! Ta małpa po prostu
musiała to powiedzieć. Widziałam miny naszych rodziców. To było coś strasznego.
I jeszcze ta aluzja! Doskonale wiedziałam, co miała na myśli! Percy z resztą
chyba też. I te obrady, to mnie przerośnie, czuję to.
- Czułam się jak na przesłuchaniu, a nie obradach. –
powiedziałam.
- Ja też. Po co zadawali tyle tych pytań skoro wszystko
już wiedzieli. Przecież powiedzieliśmy wszystko Chejronowi, a on przekazał im.
Nie rozumiem tego.
- Uwierz mi Percy, ja też. Ale cóż, może chcieli usłyszeć
to ponownie, nawet jeśli to nic nie zmieni. Mam tylko nadzieję, że wreszcie coś
zrobią.
- Okaże się. Na pewno poinformują nas o swoich decyzjach.
W końcu mamy wielki udział w tym wszystkim.
Po naszej krótkiej wymianie zdań Percy poszedł do
łazienki, po prysznicu położył się do łóżka i momentalnie zasnął. To był ciężki
dzień, więc się mu nie dziwię. Zdecydowanie przeszedł najwięcej. Ja nie mogłam
jednak zasnąć przez długi czas, ponieważ analizowałam sytuację, pod prysznicem,
w łóżku, po prostu ciągle. W końcu jednak udało mi się zasnąć. Tej nocy znów
nie miałam koszmarów. Co dziwne, zamiast się cieszyć, czułam niepokój. Mam
wrażenie, że to cisza przed burzą.
Fajne czekam na więcej ;)
OdpowiedzUsuń