Rozdział
13
~
Annabeth ~
Nad ranem obudziłam się sama w łóżku. Usłyszałam szum
wody z łazienki, tak więc Percy musiał brać prysznic. Wstałam, pościeliłam
łóżko, wzięłam czyste rzeczy z torby i czekałam, aż Glonomóżdżek skończy
kąpiel. Gdy opuścił łazienkę, podszedł do mnie i dał szybkiego buziaka. Zaraz
potem ja zajęłam łazienkę. Po ogarnięciu się poszliśmy na śniadanie.
Zauważyłam, że Chejron już wrócił. Czyli szykuje się rozmowa.
Po śniadaniu złapałam Percy’ego za rękę i pociągnęłam w
stronę Wielkiego Domu. Zapukałam delikatnie w drzwi od gabinetu centaura, a gdy
usłyszałam ciche „otwarte”, weszłam do środka.
- Jakie wieści Chejronie? – zaczęłam od razu.
- Witaj Annabeth, cieszę się, że przyszliście –
powiedział opiekun.
- Tak, tak Chejronie. Jakie wieści? – byłam coraz
bardziej niecierpliwa.
- Opowiedziałem o wszystkim. Bogowie są zaniepokojeni i w
końcu dostrzegli zagrożenie. Niestety nie mam dobrych wieści.
- Jak to? – tym razem odezwał się Percy.
- Mimo, że widzą zagrożenie, nie wiedzą co mogą zrobić w
tej sprawie. Nie mają wystarczających dowodów, aby zacząć działać, bo niby co
mogliby zrobić? Poza tym, że wiemy o jakimkolwiek niebezpieczeństwie, nie wiemy
nic więcej.
- Czyli co? Nic z tym nie zrobią?
Centaur pokiwał tylko przecząco głową. Zagotowało się we
mnie. Wiem, że mają rację, i aż sama się sobie dziwie, że to przyznaję, ale
chyba muszą się dowiedzieć o przepowiedni.
- Chejronie, jest coś jeszcze. Wcześniej o tym nie
mówiłam, bo wydawało mi się to niemożliwe, ale chyba nie ma innego wyjścia.
Bogowie muszą się o tym dowiedzieć. Może to coś zmieni.
- O co chodzi Annabeth?
- W tym śnie, gdy te dwie postacie rozmawiały, mówiły coś
o jakiejś przepowiedni.
- Powinnaś była wcześniej o tym powiedzieć.
- Ona po prostu uznała to za niedorzeczne. Przecież
Apollo stracił moce, a Reachel nie ma już swoich zdolności. To brzmi, jak głupi
żart, nie uważasz?
- W tym świecie często to się zdarza. Jestem już tak
stary, że przyzwyczaiłem się do niedorzecznych nowości. Ale macie rację. To
podejrzane. Zaraz wyślę wiadomość na Olimp. Zobaczymy, co oni o tym myślą i co
z tym zrobią. A teraz idźcie na zajęcia.
- Do zobaczenia Chejronie.
- Do zobaczenia dzieci.
Gdy wyszliśmy z Wielkiego Domu, odezwał się Percy
- Mam nadzieję, że coś z tym w końcu zrobią. Mam dość tych
zagadek!
- Nie tylko ty Glonomóżdżku. Nienawidzę czegoś nie
wiedzieć.
- Co teraz masz?
- Grekę, a ty?
- Szermierkę…
- To widzimy się na obiedzie – powiedziałam, pocałowałam
go w policzek i poszłam na zajęcia.
***
Lekcja zleciała szybko i nim się obejrzałam, przyszła
pora na kolejny posiłek. Jako grupowa zabrałam moje rodzeństwo do pawilonu
jadalnego. Percy siedział już przy swoim stole, jak zawsze sam. Było mi go
szkoda z tego powodu i najchętniej usiadłabym z nim, gdyby nie te pieprzone
zasady. Dostaliśmy już nasze posiłki i oddaliśmy ich część dla bogów, gdy głos
zabrał Chejron.
- Kochani, mam coś bardzo ważnego do ogłoszenia, dlatego
po obiedzie odbędzie się zebranie dla grupowych. Obecność obowiązkowa i proszę
bez spóźnień, a teraz smacznego.
Wymieniłam z Percy’m szybkie spojrzenie i zabrałam się za
mój obiad. Wiedziałam, że w końcu coś się stanie, bo Chejron nigdy nie był tak
przejęty. Inni obozowicze też chyba musieli to dostrzec, ponieważ oglądali się
po całym pawilonie i rzucali sobie zdziwione spojrzenia. Dlatego jak
najszybciej dokończyłam posiłek i w tłumie reszty grupowych ruszyłam do
Wielkiego Domu. Zasiedliśmy przy stole do ping-ponga, a opiekun zabrał głos.
- Dzieci, jest bardzo źle.
- Jaki ty bezpośredni Chejronie – rzucił z kpiną Hood.
- Ponieważ nie ma sensu was okłamywać. Znów grozi nam
niebezpieczeństwo. Zaczynają się ataki, sny. Pojawia się też aspekt nowej
przepowiedni…
- To niemożliwe! Ojciec stracił moc! Nie okłamujmy się. To
nie może być prawda.
- A jednak. Na razie nie wiadomo nic więcej w tej
sprawie. Bogowie jednak proszą, aby Percy i Annabeth pojechali na Olimp.
- Dlaczego oni?
- Ponieważ to oni mieli do tej pory sny i to im przyśniło
się coś w sprawie przepowiedni. To oni byli do tej pory atakowani, z resztą już
kilkakrotnie, i to z nimi bogowie chcą się widzieć. Poza tym, musiało się znów
coś wydarzyć, o czym nie chcieli mi na razie powiedzieć, ale chyba mają do was
sprawę. – powiedział. Westchnęłam i wywróciłam oczami. No tak, jak coś chcą to
zaraz sobie o nas przypominają.
- To kiedy mamy tam jechać? – zapytał Percy.
- Jutro rano Argus was tam odstawi. Dziś się spakujcie,
bo wydaje mi się, że jeśli mają do was jakiś interes, to trochę tam zabawicie. Ja
pojadę tam dziś wieczorem, ponieważ chcieli, abym był obecny tam podczas
waszego pobytu. Co do reszty. Zwołałem to zebranie nie tylko po to, aby powiedzieć,
że coś nam grozi, a Percy i Annabeth mają jechać na Olimp. Chodzi mi o to, że
niestety znów muszę wam zwiększyć treningi. Tu są wasze plany – rozdał kartki wszystkim
grupowym – Proszę także przekazać rodzeństwu, że od teraz obowiązuję ich
absolutny zakaz opuszczania bram obozu i ci, którzy mieli wrócić po wakacjach
do domów, mają powiadomić rodziny, że jeśli do końca wakacji sytuacja się nie
rozwiąże, nie wrócą, ponieważ to dla nich niebezpieczne. Obecnie wszyscy satyrowie
zostali wysłani, aby sprowadzić tu półbogów, którzy nie dotarli, bądź nie
zostali jeszcze odnalezieni. Proszę was, abyście poważnie potraktowali moje
zasady i zastrzeżenia, ponieważ dobrze wiecie, że nie żartuję, a to nie jest
zabawa. Bogowie wprowadzili te zakazy i radze ich przestrzegać, bo nie zdziwię
się, jeśli za ich łamanie zostaniecie przez nich ukarani. A teraz możecie
wracać na zajęcia. Miłego dnia.
Po tych słowach każdy wstał i bez słowa wyszedł z pomieszczenia.
Szok, zaskoczenie i przerażenie było wymalowane na ich twarzach. Nie dziwię im
się w sumie. Mieliśmy rok spokoju, życie zaczęło nam się powoli układać, a tu
znów problemy. To znaczy, ja wiem, że tak wygląda nasze życie, no ale proszę
was. Czy nam się nie należy chociaż trochę normalnego życia? Wzdychając głośno,
również opuściłam Wielki Dom. Na ganku czekał na mnie Percy, który złapał mnie
za rękę i pociągnął na bok, jak tylko wyszłam.
- Jak myślisz, czego mogą od nas chcieć?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może chcą, abyśmy im po
prostu wszystko dokładnie opowiedzieli co wiemy. A może chcą, abyśmy
porozmawiali z Apollo o tej przepowiedni. Albo stało się coś gorszego i znów
zamierzają nas wykorzystać, abyśmy im pomogli. Ale kto wie, co im siedzi w
głowach? Dowiemy się dopiero jutro…
- Ech masz rację. Nie ma sensu się nad tym teraz
zastanawiać, bo i tak na nic nie wpadniemy.
- Właśnie. A teraz przepraszam cię, ale mam trening, a
potem muszę się spakować. Do zobaczenia na kolacji Glonomóżdżku – cmoknęłam go
w policzek i poszłam w stronę domku numer 6.
- Na razie – odpowiedział.
~
Percy ~
Nie podoba mi się ta sytuacja. To wszystko jest
podejrzane. Przez te wszystkie lata bogowie ani razu nie wzywali nas na Olimp w
sprawie jakiś tam snów. A bywały przecież gorsze koszmary i sytuacje. A jeśli dawali
nam jakieś zadanie, to nie osobiście. Czego oni mogą chcieć do cholery?!
Zdenerwowany ruszyłem w stronę stajni. Miałem ćwiczyć
latanie z domkiem Afrodyty. Pff… jakbym nie umiał. No ale nie będę podważał
decyzji Chejrona. On wie co robi.
Podszedłem do Mrocznego, a gdy zwierzak mnie ujrzał, od
razu usłyszałem jego głos w mojej głowie.
Witaj
szefie! Co dziś robimy? Może poćwiczymy coś bardziej zaawansowanego? Chcę zobaczyć
jak krzyczysz ze strachu, kiedy pokazuję ci nowe sztuczki! –
roześmiał się.
- Twoje niedoczekanie! Nigdy nie ujrzysz mnie krzyczącego
ze strachu! – zaśmiałem się. – ale mniejsza. Nie mam dziś ochoty na nowe sztuczki.
Po prostu trochę
poćwiczymy to co zwykle i koniec.
Co
jest z tobą szefie?! Co cię gnębi? Przecież wiesz, że możesz mi się wyżalić!
- Pogięło cię? Jesteś koniem.
Wypraszam
sobie! Jestem pegazem. Nie obrażaj mnie Glonomózgu!
- Nie będzie mnie koń obrażał! Rusz zad i miejmy z głowy
te ćwiczenia.
Wsiadłem na pegaza mimo kilku przeszkód i ruszyliśmy. Co za
wredne stworzenie! Próbował mnie zrzucić! Cholerny pegaz!
To
jak szefie, powiesz o co chodzi?
- Nie.
No
proooszę. Wiesz, że ci pomogę.
- Daj mi spokój. Po prostu rób co masz robić.
Moim
zadaniem jest ci pomóc. Więc mów co cię trapi.
- Dobra, bo nie odpuścisz. Bogowie wezwali mnie i Ann na
Olimp i jutro tam jedziemy. Nie wiem o co chodzi, ale mam złe przeczucia. Dlatego
jestem taki „nieswój” – powiedziałem, robiąc z rąk cudzysłów przy ostatnim
słowie.
Czyli
znów będziemy ratować świat?!
- My?
No
gdyby nie ja, nie poradziłbyś sobie. Jestem ci potrzebny szefie, nie kłam.
- Dooobra – powiedziałem zaskoczony – ale tak. Wychodzi na
to, że znów trzeba będzie uratować świat.
Super!
Jesteśmy najlepszym teamem szefie! Na pewno i tym razem się uda. A jeszcze jak
nam twoja laska pomoże, to wygraną mamy w kieszeni!
Nie odpowiedziałem już nic, nawet na to jak nazwał
Annabeth. Nie chciało mi się już dyskutować z tym gadatliwym stworzeniem. Po zakończonych
zajęciach wróciłem do domku. Do kolacji zostało mi jakaś godzina, więc
zgarnąłem ręcznik i poszedłem na plażę. Siedziałem pod wodą ponad pół godziny,
starając się o niczym nie myśleć. Normalnie
woda pomaga mi się kupić, ale tym razem robiłem wszystko, by zachować czysty
umysł. Po wyjściu z wody wróciłem do domku, wziąłem prysznic i ubrałem czyste
ciuchy. Stwierdziłem, że spakuję się po posiłku, więc ruszyłem w stronę
pawilonu.
*************************************************************
Dodaję 13 rozdział z nadzieją, że jest coraz lepiej i chociaż w małym stopniu zastosowałam się do tych rad xd Nie wiem, kiedy kolejny rozdział, ponieważ niedługo kończą mi się ferie i trzeba wrócić do szkoły, czyli znów nauka i nauka :/ ale zobaczę co da się zrobić ;)
Kiedy next ? :)
OdpowiedzUsuń