czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 13



Rozdział 13
~ Annabeth ~
Nad ranem obudziłam się sama w łóżku. Usłyszałam szum wody z łazienki, tak więc Percy musiał brać prysznic. Wstałam, pościeliłam łóżko, wzięłam czyste rzeczy z torby i czekałam, aż Glonomóżdżek skończy kąpiel. Gdy opuścił łazienkę, podszedł do mnie i dał szybkiego buziaka. Zaraz potem ja zajęłam łazienkę. Po ogarnięciu się poszliśmy na śniadanie. Zauważyłam, że Chejron już wrócił. Czyli szykuje się rozmowa.
Po śniadaniu złapałam Percy’ego za rękę i pociągnęłam w stronę Wielkiego Domu. Zapukałam delikatnie w drzwi od gabinetu centaura, a gdy usłyszałam ciche „otwarte”, weszłam do środka.
- Jakie wieści Chejronie? – zaczęłam od razu.
- Witaj Annabeth, cieszę się, że przyszliście – powiedział opiekun.
- Tak, tak Chejronie. Jakie wieści? – byłam coraz bardziej niecierpliwa.
- Opowiedziałem o wszystkim. Bogowie są zaniepokojeni i w końcu dostrzegli zagrożenie. Niestety nie mam dobrych wieści.
- Jak to? – tym razem odezwał się Percy.
- Mimo, że widzą zagrożenie, nie wiedzą co mogą zrobić w tej sprawie. Nie mają wystarczających dowodów, aby zacząć działać, bo niby co mogliby zrobić? Poza tym, że wiemy o jakimkolwiek niebezpieczeństwie, nie wiemy nic więcej.
- Czyli co? Nic z tym nie zrobią?
Centaur pokiwał tylko przecząco głową. Zagotowało się we mnie. Wiem, że mają rację, i aż sama się sobie dziwie, że to przyznaję, ale chyba muszą się dowiedzieć o przepowiedni.
- Chejronie, jest coś jeszcze. Wcześniej o tym nie mówiłam, bo wydawało mi się to niemożliwe, ale chyba nie ma innego wyjścia. Bogowie muszą się o tym dowiedzieć. Może to coś zmieni.
- O co chodzi Annabeth?
- W tym śnie, gdy te dwie postacie rozmawiały, mówiły coś o jakiejś przepowiedni.
- Powinnaś była wcześniej o tym powiedzieć.
- Ona po prostu uznała to za niedorzeczne. Przecież Apollo stracił moce, a Reachel nie ma już swoich zdolności. To brzmi, jak głupi żart, nie uważasz?
- W tym świecie często to się zdarza. Jestem już tak stary, że przyzwyczaiłem się do niedorzecznych nowości. Ale macie rację. To podejrzane. Zaraz wyślę wiadomość na Olimp. Zobaczymy, co oni o tym myślą i co z tym zrobią. A teraz idźcie na zajęcia.
- Do zobaczenia Chejronie.
- Do zobaczenia dzieci.
Gdy wyszliśmy z Wielkiego Domu, odezwał się Percy
- Mam nadzieję, że coś z tym w końcu zrobią. Mam dość tych zagadek!
- Nie tylko ty Glonomóżdżku. Nienawidzę czegoś nie wiedzieć.
- Co teraz masz?
- Grekę, a ty?
- Szermierkę…
- To widzimy się na obiedzie – powiedziałam, pocałowałam go w policzek i poszłam na zajęcia.
***
Lekcja zleciała szybko i nim się obejrzałam, przyszła pora na kolejny posiłek. Jako grupowa zabrałam moje rodzeństwo do pawilonu jadalnego. Percy siedział już przy swoim stole, jak zawsze sam. Było mi go szkoda z tego powodu i najchętniej usiadłabym z nim, gdyby nie te pieprzone zasady. Dostaliśmy już nasze posiłki i oddaliśmy ich część dla bogów, gdy głos zabrał Chejron.
- Kochani, mam coś bardzo ważnego do ogłoszenia, dlatego po obiedzie odbędzie się zebranie dla grupowych. Obecność obowiązkowa i proszę bez spóźnień, a teraz smacznego.
Wymieniłam z Percy’m szybkie spojrzenie i zabrałam się za mój obiad. Wiedziałam, że w końcu coś się stanie, bo Chejron nigdy nie był tak przejęty. Inni obozowicze też chyba musieli to dostrzec, ponieważ oglądali się po całym pawilonie i rzucali sobie zdziwione spojrzenia. Dlatego jak najszybciej dokończyłam posiłek i w tłumie reszty grupowych ruszyłam do Wielkiego Domu. Zasiedliśmy przy stole do ping-ponga, a opiekun zabrał głos.
- Dzieci, jest bardzo źle.
- Jaki ty bezpośredni Chejronie – rzucił z kpiną Hood.
- Ponieważ nie ma sensu was okłamywać. Znów grozi nam niebezpieczeństwo. Zaczynają się ataki, sny. Pojawia się też aspekt nowej przepowiedni…
- To niemożliwe! Ojciec stracił moc! Nie okłamujmy się. To nie może być prawda.
- A jednak. Na razie nie wiadomo nic więcej w tej sprawie. Bogowie jednak proszą, aby Percy i Annabeth pojechali na Olimp.
- Dlaczego oni?
- Ponieważ to oni mieli do tej pory sny i to im przyśniło się coś w sprawie przepowiedni. To oni byli do tej pory atakowani, z resztą już kilkakrotnie, i to z nimi bogowie chcą się widzieć. Poza tym, musiało się znów coś wydarzyć, o czym nie chcieli mi na razie powiedzieć, ale chyba mają do was sprawę. – powiedział. Westchnęłam i wywróciłam oczami. No tak, jak coś chcą to zaraz sobie o nas przypominają.
- To kiedy mamy tam jechać? – zapytał Percy.
- Jutro rano Argus was tam odstawi. Dziś się spakujcie, bo wydaje mi się, że jeśli mają do was jakiś interes, to trochę tam zabawicie. Ja pojadę tam dziś wieczorem, ponieważ chcieli, abym był obecny tam podczas waszego pobytu. Co do reszty. Zwołałem to zebranie nie tylko po to, aby powiedzieć, że coś nam grozi, a Percy i Annabeth mają jechać na Olimp. Chodzi mi o to, że niestety znów muszę wam zwiększyć treningi. Tu są wasze plany – rozdał kartki wszystkim grupowym – Proszę także przekazać rodzeństwu, że od teraz obowiązuję ich absolutny zakaz opuszczania bram obozu i ci, którzy mieli wrócić po wakacjach do domów, mają powiadomić rodziny, że jeśli do końca wakacji sytuacja się nie rozwiąże, nie wrócą, ponieważ to dla nich niebezpieczne. Obecnie wszyscy satyrowie zostali wysłani, aby sprowadzić tu półbogów, którzy nie dotarli, bądź nie zostali jeszcze odnalezieni. Proszę was, abyście poważnie potraktowali moje zasady i zastrzeżenia, ponieważ dobrze wiecie, że nie żartuję, a to nie jest zabawa. Bogowie wprowadzili te zakazy i radze ich przestrzegać, bo nie zdziwię się, jeśli za ich łamanie zostaniecie przez nich ukarani. A teraz możecie wracać na zajęcia. Miłego dnia.
Po tych słowach każdy wstał i bez słowa wyszedł z pomieszczenia. Szok, zaskoczenie i przerażenie było wymalowane na ich twarzach. Nie dziwię im się w sumie. Mieliśmy rok spokoju, życie zaczęło nam się powoli układać, a tu znów problemy. To znaczy, ja wiem, że tak wygląda nasze życie, no ale proszę was. Czy nam się nie należy chociaż trochę normalnego życia? Wzdychając głośno, również opuściłam Wielki Dom. Na ganku czekał na mnie Percy, który złapał mnie za rękę i pociągnął na bok, jak tylko wyszłam.
- Jak myślisz, czego mogą od nas chcieć?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może chcą, abyśmy im po prostu wszystko dokładnie opowiedzieli co wiemy. A może chcą, abyśmy porozmawiali z Apollo o tej przepowiedni. Albo stało się coś gorszego i znów zamierzają nas wykorzystać, abyśmy im pomogli. Ale kto wie, co im siedzi w głowach? Dowiemy się dopiero jutro…
- Ech masz rację. Nie ma sensu się nad tym teraz zastanawiać, bo i tak na nic nie wpadniemy.
- Właśnie. A teraz przepraszam cię, ale mam trening, a potem muszę się spakować. Do zobaczenia na kolacji Glonomóżdżku – cmoknęłam go w policzek i poszłam w stronę domku numer 6.
- Na razie – odpowiedział.
~ Percy ~
Nie podoba mi się ta sytuacja. To wszystko jest podejrzane. Przez te wszystkie lata bogowie ani razu nie wzywali nas na Olimp w sprawie jakiś tam snów. A bywały przecież gorsze koszmary i sytuacje. A jeśli dawali nam jakieś zadanie, to nie osobiście. Czego oni mogą chcieć do cholery?!
Zdenerwowany ruszyłem w stronę stajni. Miałem ćwiczyć latanie z domkiem Afrodyty. Pff… jakbym nie umiał. No ale nie będę podważał decyzji Chejrona. On wie co robi.
Podszedłem do Mrocznego, a gdy zwierzak mnie ujrzał, od razu usłyszałem jego głos w mojej głowie.
Witaj szefie! Co dziś robimy? Może poćwiczymy coś bardziej zaawansowanego? Chcę zobaczyć jak krzyczysz ze strachu, kiedy pokazuję ci nowe sztuczki! – roześmiał się.
- Twoje niedoczekanie! Nigdy nie ujrzysz mnie krzyczącego ze strachu! – zaśmiałem się. – ale mniejsza. Nie mam dziś ochoty na nowe sztuczki. Po prostu trochę
poćwiczymy to co zwykle i koniec.
Co jest z tobą szefie?! Co cię gnębi? Przecież wiesz, że możesz mi się wyżalić!
- Pogięło cię? Jesteś koniem.
Wypraszam sobie! Jestem pegazem. Nie obrażaj mnie Glonomózgu!
- Nie będzie mnie koń obrażał! Rusz zad i miejmy z głowy te ćwiczenia.
Wsiadłem na pegaza mimo kilku przeszkód i ruszyliśmy. Co za wredne stworzenie! Próbował mnie zrzucić! Cholerny pegaz!
To jak szefie, powiesz o co chodzi?
- Nie.
No proooszę. Wiesz, że ci pomogę.
- Daj mi spokój. Po prostu rób co masz robić.
Moim zadaniem jest ci pomóc. Więc mów co cię trapi.
- Dobra, bo nie odpuścisz. Bogowie wezwali mnie i Ann na Olimp i jutro tam jedziemy. Nie wiem o co chodzi, ale mam złe przeczucia. Dlatego jestem taki „nieswój” – powiedziałem, robiąc z rąk cudzysłów przy ostatnim słowie.
Czyli znów będziemy ratować świat?!
- My?
No gdyby nie ja, nie poradziłbyś sobie. Jestem ci potrzebny szefie, nie kłam.
- Dooobra – powiedziałem zaskoczony – ale tak. Wychodzi na to, że znów trzeba będzie uratować świat.
Super! Jesteśmy najlepszym teamem szefie! Na pewno i tym razem się uda. A jeszcze jak nam twoja laska pomoże, to wygraną mamy w kieszeni!
Nie odpowiedziałem już nic, nawet na to jak nazwał Annabeth. Nie chciało mi się już dyskutować z tym gadatliwym stworzeniem. Po zakończonych zajęciach wróciłem do domku. Do kolacji zostało mi jakaś godzina, więc zgarnąłem ręcznik i poszedłem na plażę. Siedziałem pod wodą ponad pół godziny, starając się o  niczym nie myśleć. Normalnie woda pomaga mi się kupić, ale tym razem robiłem wszystko, by zachować czysty umysł. Po wyjściu z wody wróciłem do domku, wziąłem prysznic i ubrałem czyste ciuchy. Stwierdziłem, że spakuję się po posiłku, więc ruszyłem w stronę pawilonu.
*************************************************************
Dodaję 13 rozdział z nadzieją, że jest coraz lepiej i chociaż w małym stopniu zastosowałam się do tych rad xd Nie wiem, kiedy kolejny rozdział, ponieważ niedługo kończą mi się ferie i trzeba wrócić do szkoły, czyli znów nauka i nauka :/ ale zobaczę co da się zrobić ;) 

1 komentarz: