czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 12



PRZEPRASZAM!!! 
Miałam się poprawić, a znów robię te same błędy. Ale tym razem postaram się zmienić. Nic nie obiecuję, ale się postaram. Jeśli jest tu ktoś, kto to czyta, to PROSZĘ KOMENTOWAĆ, bo nie wiem nawet, czy ja mam w ogóle kogo przepraszać. Chcę was uprzedzić, że rozdział jest na wpół sprawdzony, druga połowa była zmieniona i nie wiem, jak to brzmi w całości,bo nie czytałam kolejny raz. Tak więc za błędy przepraszam. Na koniec taka głupia prośba, ale jeśli uważacie, że to opowiadanie nadaje się do czytania, to proszę polecajcie je, bo mimo wszystko chciałabym nad nim dalej pracować. Dziś mam urodziny, więc to by był taki mały prezent dla mnie hahah. Z góry dziękuję za wszystko i zapraszam do czytania ;)

***************************************************

~Percy~
Po wejściu do pawilonu jadalnego wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę. No tak, zaraz zaczną się plotki. Już sobie wyobrażam te insynuacje (tak tak ludzie! Percy zna takie słowa!). Na szczęście chwilę potem każdy wrócił do swojego zajęcia, więc Annabeth poszła do swojego stolika, a ja do swojego. Raz dwa zjadłem śniadanie i razem z Mądralińską skierowaliśmy się w stronę Wielkiego Domu. Musimy opowiedzieć Chejronowi o ataku. Zastaliśmy go, siedzącego na ganku z książką w ręku.
- Chejronie, czy moglibyśmy porozmawiać? To bardzo ważne.-powiedziała Ann.
- Oczywiście. O co chodzi?
- Jest coraz gorzej.
- Nie rozumiem.
- Wczoraj, gdy zabrałem Annabeth poza teren Obozu, zaatakowały nas harpie. Udało nam się je pokonać, ale było ich naprawdę dużo. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że one nas nie znalazły przypadkowo.
- Co masz na myśli Percy?
- Mam na myśli, że ktoś je na nas nasłał.
- To miałoby sens Chejronie-dodała Annabeth-ostatnio miałam sen. Ktoś wie o tym, co dzieje się w Obozie. Po raz kolejny ja i Percy jesteśmy w to zamieszani. Wyraźnie słyszałam, jak te dwie osoby o nas rozmawiały. To nie może być przypadek.
- Rozmawiałem z bogami, ale oni nie wiedzą, co mogą z tym zrobić. Zbyt mało szczegółów. Poza tym, tak jak mówiłem wcześniej, tak wygląda życie herosa, oni nie widzą niczego podejrzanego w tym, co się dzieje i nie mogłem nic z tym zrobić.
- Ale to już poważna sprawa Chejronie! To są nowe okoliczności! Ataki, sny i prawdopodobnie mamy w Obozie kolejnego szpiega i zdrajcę! Dodatkowo, kiedy miałam ten dziwny sen…-nagle wyczułem jakieś zawahanie w głosie Annabeth-czułam jakąś dziwną moc lub energię. Ja jestem zwykłym półbogiem i to czułam, a bogowie tacy „potężni” nic nie czują?! Musisz znów z nimi porozmawiać Chejronie.
- Dobrze. Macie rację. Dziś znów wyruszę na Olimp i powiem o tym bogom. Ale najpierw opowiedz mi, co ci się śniło. Jeśli będę miał dowody w postaci snów i ataków, może wreszcie zareagują.
- Były tam dwie osoby, ale nie widziałam ich twarzy. Jeden głos wydawał się znajomy, lecz nie rozpoznałam dokładnie do kogo należy. Wiem tylko, że to był męski głos. Ten chłopak opowiadał tej drugiej osobie o tym, co się dzieje, jak wyglądają treningi i jak się mają sprawy obozu. Ta druga osoba była potężna. Czułam to. Ten chłopak mówił coś o Percy’m, że pokładasz w nim ogromne nadzieje, ale że tym razem nie uda mu się uratować świata. Mówił też o mnie, że pozwoli mi jeszcze żyć i powinnam się cieszyć z życia. – Ann mówiła niepewnie, wiedziałem, że coś jest nie tak. Nigdy się tak nie wahała – Gdy ten pierwszy chciał zacząć jakiś temat, ten drugi wyczuł, że ktoś ich podsłuchuje i uciszył go. Z pewnością ma moce, skoro to wyczuł. I wtedy się obudziłam. Ten sen nie mówi, żadnych wskazówek o tym, kto to może być. Ale wiemy, że coś się szykuje, ktoś znów chce obalić bogów, grozi nam niebezpieczeństwo plus mamy zdrajcę wśród naszych. Znów musimy uważać, komu ufamy.
- Czy mieliście jakieś inne sny?
- Mi śnił się atak na obóz. Były tam takie maszyny, jak podczas ataku Rzymian. Obóz stał w płomieniach, a obozowicze biegali w popłochu. Wyglądało to trochę, jak atak z zaskoczenia, bo chyba nikt nie był gotowy, stąd ten bałagan. Potem sceneria się zmieniła i widziałem Annabeth przywiązaną do jakiegoś pala czy coś w tym stylu.
- Ja miałam jeszcze inny sen. Śnił mi się dwa razy. Za pierwszym razem również widziałam atak na obóz. Widziałam rannego Percy’ego. Z tą różnicą, że za pierwszym razem nie mogłam nic zrobić, a za drugim ja ze snu podbiegłam do niego, a wtedy ktoś mnie od tyłu zaatakował i chyba porwał. Potem obudziłam się przywiązana do tego pala, o którym mówił Percy, ta postać co w pierwszym śnie powiedziała coś do mnie, ale nie usłyszałam co. Wtedy zaczęłam płakać.
- Cóż, te sny się uzupełniają. Chyba już wiemy, jak to będzie wyglądać. Tak jak powiedziałem, porozmawiam dziś z bogami. Póki co obozowicze mają zakaz opuszczania terenu obozu. Bez wyjątków. A teraz możecie już iść. Do zobaczenia na obiedzie.
- Do zobaczenia Chejronie - powiedzieliśmy razem i odeszliśmy.
- Masz teraz jakieś zajęcia?-zapytałem.
- Nie, a ty?
- Też nie. To może przejdziemy się na plażę?
- Okej.
Gdy doszliśmy na miejsce, usiedliśmy na molo tak, że Ann siedziała między moimi nogami oparta o mój tors. Trwaliśmy tak w ciszy przez jakiś czas wpatrując się w horyzont. W końcu nie wytrzymałem i powiedziałem to, o czym myślałem od rozmowy z Chejronem.
- Ty coś ukrywasz.
- Co?-powiedziała zaskoczona
- Wiem, że jest coś, o czym nie powiedziałaś Chejronowi. Wyczułem to, gdy się na chwilę zawahałaś. Mów co się dzieje. O co chodzi?
- Ok. Masz mnie-przerwała na chwilę i jakby się zamyśliła, ale zaraz potem kontynuowała-Chodzi o to, że kiedy miałam ten sen, wiesz, kiedy zdrajca rozmawiał z tą postacią, to mówili coś o jakiejś przepowiedni. Nie powiedziałam o tym, ponieważ to niemożliwe. Przecież wiesz, że od kiedy Apollo podpadł Zeusowi to Reachel straciła moce prorocze. Nie wiem, to nie ma sensu.
- To faktycznie dziwne. Zobaczymy co powie Chejron po powrocie. Wtedy zdecydujemy, czy o tym powiedzieć, czy nie. Na razie o tym nie myśl-powiedziałem i jeszcze mocniej się w nią wtuliłem.
- Wiesz, że ja tak nie potrafię. Nie lubię niewiedzy, zwłaszcza w takich momentach, kiedy nie wiem co nas czeka i jesteśmy zagrożeni.
- To masz się postarać.
- Ugh dobra nie męcz już – roześmiała się głośno, a ja jej zawtórowałem.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, a następnie usłyszeliśmy konchę zwołującą na obiad. Podnieśliśmy się, otrzepaliśmy ubrania i razem poszliśmy  w stronę pawilonu.
Po obiedzie miałem kilkugodzinny trening, więc pożegnałem się z Ann i pobiegłem na arenę.
Trening był nieziemski! Na początku zaatakowały mnie dzieciaki Nemezis, było ich niewielu, więc szybko sobie z nimi poradziłem. Potem walczyłem z synami Hefajstosa, z którymi również poradziłem sobie w miarę szybko. Najciekawiej było z potomkami Aresa. Na początek walczyłem z trójką wyrośniętych chłopaków. Jednego ciąłem w ramię, a miecz wypadł mu z ręki. Potem powaliłem go, uderzając rękojeścią w plecy. Drugiego chciałem ciąć w nogi, ale udało mu się przeskoczyć nad moim mieczem. Na nieszczęście dla niego, podczas lądowania po wysokim skoku zachwiał się. Wykorzystałem to i pchnąłem go, a on wpadł na swojego brata i oboje upadli. Ten trzeci leżał na drugim, więc przyłożyłem mu miecz do gardła, a on nie ważył się już ruszyć. Nagle z zaskoczenia, zaatakowała mnie Clarisse. Zdążyłem się jednak uchylić, więc nawet mnie nie drasnęła. Następnie to ja na nią natarłem, lecz również udało jej się uniknąć mojego ciosu. Postanowiłem ją podejść. Gdy próbowała mnie znów zaatakować, ja zrobiłem delikatny obrót, a kiedy ona przebiegła obok mnie, uderzyłem ją z łokci w plecy. Dziewczyna lekko się zachwiała, a wtedy ja wybiłem jej z ręki miecz, podłożyłem nogę, przez co się przewróciła, a na koniec podstawiłem miecz pod gardło. Gdy widziałem, że dziewczyna nie spróbuje ponownych ataków pomogłem jej wstać i podałem miecz.
- Nieźle Jackson. Aż ciężko przyznać, ale jesteś coraz lepszy… chociaż w sumie to nie. Po prostu mam dziś słaby dzień.
- Jasne Clarisse…- powiedziałem kpiąco.- I tak jesteś słabsza- zaśmiałem się
- Myśli co chcesz Glonomózgu. Jestem lepsza, ale muszę ci przyznać, że dobrze się z tobą walczy.
- Z tobą też La Rue- uśmiechnąłem się do niej, a ona to odwzajemniła.
Walka z Clarisse była dziś moją ostatnią walką. Wreszcie wolne. Od razu ruszyłem w stronę mojego domku. Musiałem się odświeżyć przed kolacją.
~ Annabeth ~

Po treningu wzięłam szybki prysznic i zabrałam rodzeństwo na kolację. Po posiłku mieliśmy ognisko. W tłumie obozowiczów odnalazłam Percy’ego i złapałam go za rękę. Razem poszliśmy za tłumem i znaleźliśmy sobie ustronne miejsca.
- Nie wiesz może, czy Chejron już wrócił? – zapytał.
- Nie widziałam go jeszcze. Zawsze pojawiał się na ognisku, więc się przekonamy. Jeśli go nie będzie, znaczy, że nie wrócił.
Po 15 minutach nadal nie dostrzegłam instruktora. Czyli nie wrócił. Czyżby to oznaczało, że bogowie obradują w tej sprawie. Może wreszcie coś zdecydują.
Na ognisku nie zostaliśmy długo. Percy złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domków.
- Śpij dziś u mnie – powiedział z ewidentną prośbą w głosie. – proszę.
- Okej, ale wezmę jakieś ciuchy na jutro.
Weszliśmy do domku numer 6. Zabrałam kilka potrzebnych rzeczy i skierowaliśmy się w stronę domku Posejdona. Przebraliśmy się i położyliśmy do łóżka. Percy wtulił się w moje plecy, przez co leżeliśmy w pozycji na łyżeczkę.
- Śpij dobrze Ann – ucałował mnie w głowę.
- Dobranoc Glonomóżdżku.
Zanim zasnęłam myślałam jeszcze o sytuacji. W końcu nie byłabym sobą, gdybym się nie martwiła i o tym nie rozmyślała. Mam nadzieję, że Chejron jutro już wróci, porozmawia z nami i w końcu dowiemy się czegoś nowego i konkretnego. Gdy poczułam równomierny oddech Percy’ego, również postanowiłam oddać się w objęcia Morfeusza.
Tej nocy obeszło się bez koszmarów.

9 komentarzy:

  1. Super blog, właśnie skończyłam czytać wszystkie rozdziały po kolei ❤❤❤ Liczę na serię albo one shote o Logandrze ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) jeśli chodzi o one shoty, to nigdy nie próbowałam jeszcze xd więc nic nie obiecuje, zobaczymy jak to będzie ;)

      Usuń
    2. To spróbuj, ja tam bym bardzo, bardzo chciała przeczytać one shote o Logandrze ❤❤❤

      Usuń
  2. I spóźnione Wszystkiego Najlepszego 😃

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog! Musisz zacząć się jakoś rozpowszechniać :) tylko nie pasuje mi jedna rzecz. Widzisz, to, że Percy i Ann tak w kółko się całują, robi się już nienaturalne. Bycie że sobą nie skupia się wyłącznie na pocałunkach ;). Weź to również pod uwagę ;).
    Hmm... widziałam trochę literówek i błędów interpunkcyjnych, oprócz tego przydałoby się rozkręcić trochę akcję, ale poza tym nie mam się czego czepiać ;)
    Oki. Zmykam ^^. I czekam na kolejny rozdział! :D
    Xoxo ;*
    Annabell di Angelo :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) i wezmę sobie te rady do serca ;) niedługo pewnie pojawi się kolejny rozdział, więc sama ocenisz ;)

      Usuń
  4. Napuaz już kolejny rozdział bo zdycham!! Super blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha naprawdę? Wow nigdy nie pomyślałabym, że aż tak będzie komuś zależało na tym opowiadaniu :o niedługo się pojawi ;) potrzebuję trochę czasu, żeby dokończyć, ale połowa już jest ;)

      Usuń