piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 7



Rozdział dedykuję dziewczynom, które komentowały poprzednie posty! Dziękuję Wam bardzo ! <3333 
************************************************************
~ Percy ~
Pociągnąłem Annabeth w stronę lasu. Koniec. Muszę jej wszystko wyjaśnić. Nie mogę przecież tego ukrywać do końca życia. I tak by się kiedyś dowiedziała, w końcu to dziecko Ateny. Wolę żeby dowiedziała się ode mnie, niż od innych.
- Widzisz Ann, ja ją znam.
- Kogo ?
- Tą dziewczynę, co z Leo przyleciała. Tą Kalipso.
- Domyśliłam się po twojej minie …
- Pamiętasz jak ”zginąłem” w wybuchu wulkanu  – zakreśliłem cudzysłów w powietrzu – i nie było mnie przez dłuższy czas?
- No oczywiście, że pamiętam. Myślałam, że straciłam cię już na zawsze…
- No tak, bo widzisz, ja wtedy wylądowałem na Ogygii… i tam poznałem Kalipso, i ona … - zaciąłem się, bo nie wiedziałem jak jej to delikatnie powiedzieć
- Ona co ?
- Ona zakochała się we mnie, a mi było tam tak dobrze, że nie chciałem stamtąd wracać i … i wtedy przypomniałem sobie o tobie i o naszym pocałunku, i zrozumiałem, że muszę wrócić, ale nie chciałem ci o tym mówić, bo nie chciałem do tego wracać, później Leo tam trafił i się w niej zabujał, a ona powiedziała mu o mnie i jak on wrócił to gadaliśmy o tym i mieliśmy do tego nie wracać, ale nie wiedziałem, że planuje tam po nią wrócić, a potem byliśmy w tym Tartarze i była na ciebie rzucona klątwa, którą ona rzuciła na mnie, i znowu to wszystko powróciło, ale zapomnieliśmy o tym, a teraz Leo ją przywiózł do Obozu i zrozumiałem, że muszę ci o tym powiedzieć… - powiedziałem to prawie na jednym wdechu, więc jak skończyłem, to spuściłem głowę i próbowałem złapać oddech. Bałem się spojrzeć w jej oczy i można powiedzieć, że czekałem na plaskacza.
- Percy czemu nie powiedziałeś mi wcześniej ?
- Bo bałem się jak zareagujesz. Nie chciałem, żebyś pomyślała, że ona była ważniejsza czy coś w tym stylu, bo to ty byłaś najważniejsza. Bałem się, że pomyślisz, że to ją kocham albo że mi się podoba, a to tylko ciebie kocham i tylko ty mi się podobasz. Nie chciałem rozwalić naszej relacji, a potem związku…
- Percy… ja to rozumiem… jestem pewna co do twojego uczucia i nie pomyślałabym nigdy w inny sposób – powiedziała ze spokojem. Jak ona to robi ? Właśnie jej powiedziałem, że spędziłem trochę czasu z dziewczyną, która się we mnie bujała i nie chciałem wracać, a ona jest taka spokojna… niesamowita dziewczyna… dlatego ją kocham.
Annabeth podeszła do mnie i pocałowała mnie, a ja ze spokojem odwzajemniłem ten pocałunek.
- Ale wiesz, teraz musisz mi obiecać, że już zawsze będziemy sobie o wszystkim mówić
- Obiecuję ! – powiedziałem przykładając rękę do klatki piersiowej. – Wracamy do reszty ?
- Tak. Trzeba sprawdzić czy Piper nie pobiła Leona – zaśmiała się.
Złapałem Ann za rękę i ruszyliśmy w stronę polany, gdzie wylądowali. Jeszcze tam stali. Po chwili doszedł Chejron, który ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy powitał Leo.
- Chejronie, to jest Kalipso. Czy jest opcja, by została w Obozie ?
- No wiesz Leo, nie wiem czy to dobry pomysł. Boję się jak zareagują bogowie, gdy dowiedzą się o tym, że zabrałeś ją z wyspy.
- Nie obchodzi mnie to ! Zasłużyła na wolność. Proszę, może tu zostać – zrobił minę słodkiego szczeniaczka. Stary Leon Valdez wrócił…
- Zobaczę co da się zrobić. A teraz proszę się rozejść. Co to za zbiegowisko, wracać do zajęć !
Ze względu na to, że miałem właśnie zajęcia, pocałowałem Ann w policzek i pobiegłem na arenę. Po treningu poszedłem na obiad, a potem wykąpałem się i przebrałem w czyste ubrania. Miałem już wyjść do Annabeth, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Myślałem, że to Ann, ale przed sobą ujrzałem Leona.
- Hej stary, możemy pogadać?
- Pewnie, wejdź.
- Wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale muszę się upewnić. Czy ty na pewno nic nie czujesz do Kalipso ?
- Na pewno. Ja kocham Ann i nie czuje nic więcej do Kalipso.
- Przepraszam cię, wiem, że to musiało być dla ciebie trudne, jak ją zobaczyłeś i pewnie teraz masz coś na pieńku u Annabeth, pewnie się dowiedziała, ale zrozum mnie, musiałem…
- Leo ja cię rozumiem. Zrobiłbym to samo, gdyby chodziło o Ann.
- Dzięki. Spadam. Na razie.
- Do później.
Nie powiem, byłem zdziwiony tą rozmową, ale wiedziałem, że wcześniej czy później coś takiego będzie miało miejsce. Nie myślałem, że tak szybko. Mniejsza z tym. Wstałem i poszedłem po Annabeth.
~ Annabeth ~
- Hej Mądralińska, jak ci mija dzień ?
- Cześć. Dziwnie. Bardzo dziwnie. Moje rodzeństwo coś kombinuje. Nie wiem o co im chodzi. I jeszcze ten powrót Leona. Ten dzień jest naprawdę dziwny.
- Taaak… zgadzam się z tobą w stu procentach.
- Tylko byś spróbował się nie zgodzić
- Tak? A co byś mi zrobiła ? – powiedział z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem
- Nie to co myślisz – zaśmiałam się, a on zrobił udawaną smutną minę. – Ale zawsze możesz liczyć na całusa – powiedziałam, po czym pocałowałam go.
Gdy tak staliśmy obejmując się, usłyszeliśmy konchę, więc Percy objął mnie ramieniem i poszliśmy na kolację. Po kolacji było ognisko. Gdy skończyłam jeść, Percy podszedł do mnie i razem poszliśmy za pozostałymi. Po  krótkiej przemowie Chejrona, dzieciaki Apolla zaczęły śpiewać, a pozostali przyłączyli się. Po ognisku Glonomóżdżek odprowadził mnie do domku Ateny.
- Dobranoc Ann. – pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc Glonomóżdżku.
Przebrałam się w koszulkę i szorty do spania, i położyłam spać. Zasnęłam prawie od razu. Niestety znów miałam koszmar. I znów ten sam widok. Percy umierał. A ja znów próbowałam do niego podbiec. Tym razem mi się udało, ale tej innej mi, tej ze snu. Dobiegłam do niego i klęknęłam przy nim. Spojrzał na mnie z bólem. Nagle wytrzeszczył oczy i coś krzyknął. Ktoś do mnie doszedł i zaczął mnie od niego odciągać. Obezwładniono mnie. Potem sceneria zmieniła się. Byłam do czegoś przywiązana. Ktoś podszedł, ale nie mogłam dostrzec jego twarzy, bo był zakapturzony. Ja ze snu podniosłam głowę i spojrzałam na tego kogoś. Nagle zaczęłam płakać. Nie słyszałam co powiedział. Na koniec usłyszałam tylko nieznajomy głos ” Pożałujecie tego nędzni herosi ! ” i obudziłam się. Spojrzałam na zegarek, była 2 w nocy.
” Nie wytrzymam tu dłużej sama” pomyślałam. Ubrałam trampki i wyszłam z domku. Nawet się nie przebierałam. Nie musiałam się bać przecież, że ktoś mnie zobaczy. Wszyscy spali. Skierowałam się do domku Posejdona. Potrzebowałam teraz bliskości i ciepła mojego chłopaka. Zapukałam. Nikt nie otwierał. ” No tak. Przecież to Percy. Jego nie tak łatwo obudzić”. Weszłam więc do środka.
- Percy … Percy !
- Ann … - powiedział zamroczony – Co ty tu …?
- Miałam koszmar. Mogę dziś u ciebie spać ?
- Pewnie. Możesz położyć się na łóżku Tysona. I tak go nie ma.
- A mogę z tobą ?
- Ymm… Pewnie. Oczywiście że tak.
Percy przesunął się, a ja położyłam się koło niego. Wtuliłam się w jego nagi tors. Było mi tak ciepło. Mój chłopak objął mnie, a ja, nie wiedząc kiedy, odpłynęłam. Na szczęście nie miałam już koszmaru.
***
Nad ranem, gdy się obudziłam, nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że jestem w domku nr 3. Obróciłam się i dostrzegłam śpiącego jeszcze Percy’ego. Cóż, to nie byłoby w moim stylu, gdybym pozwoliła mu dalej spać, a ponieważ spał na brzuchu, usiadłam mu na plecach i pocałowałam.
- Ann ? Co się dzieje ? Czemu mnie budzisz ?
- Pora wstawać śpiochu …
- Nie chcę jeszcze…
- Wstawaj, bo inaczej się policzymy !
Zabrałam mu poduszkę. Chyba się wkurzył.
- O nie ! Mi się poduszki nie zabiera ! – powiedział już bardziej trzeźwy i przekręcił się tak, że teraz to on siedział na mnie.
- I co teraz powiesz ?!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo teraz to on mnie pocałował. Położył się koło mnie i przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego. Leżeliśmy tak przez jakiś czas, gdy nagle usłyszeliśmy konchę. Już pora na śniadanie ! Znowu się spóźnimy !
- Percy czas na śniadanie ! Dalej rusz się ! – wygramoliłam się z łóżka. Już chciałam wybiec, gdy Percy odchrząknął.
- Ekhem… Ann najpierw trzeba się ogarnąć.
Dopiero po jego słowach zdałam sobie sprawę, że jestem w piżamie.
- Percy, ja nie mam przy sobie ciuchów !
- To idź do domku się ubrać. Co za problem ?
- Nie będę szła przez cały Obóz w piżamie !
- Do mnie jakoś przyszłaś w nocy.
- No właśnie ! W nocy ! Nikt nie patrzył !
- Jak dla mnie możesz chodzić cały czas tak ubrana – uśmiechnął się szelmowsko
- Przestań ! Daj mi jakąś koszulkę, założę ją na podkoszulek i jakoś dojdę do domku.
- Proszę cię bardzo …
Narzuciłam ją na siebie i jak najszybciej popędziłam do siebie. Na szczęście nie było już mojego rodzeństwa. Zaraz zaczęłyby się pytania typu gdzie się było całą noc itp. Ubrałam się szybko i wybiegłam na śniadanie. 
********************
Hej ! Przychodzę z 7 rozdziałem i przepraszam, że nie dodałam go wcześniej, ale jeżdżę na wiśnie, wcześnie wstaję, późno wracam i jestem zmęczona i obolała, więc nie miałam czasu. Co do rozdziału, to zaczynam się zastanawiać czy ta historia ma sens... Nie mam pomysłu na to kompletnie i nie wiem co z tego będzie... Nie chciałabym Was zawieść, ale nie wiem co będzie dalej i jak to się potoczy... Mimo wszystko dziękuję tym, którzy to czytają <3

2 komentarze:

  1. Rozdział jak zwykle super jak całe opowiadanie:-). Biedna Annabeth dręczona koszmarami i Percy wraz ze swoimi niepotrzebnymi obawami no i Leo no on po prostu jest, no i fajnie.:-D
    Tyle co do rozdziału a teraz druga część komentarza.
    Ty się zastanawiasz czy ta historia ma sens?! Serio!!! Jasne że ma. Co z tego że nie masz pomysłu co będzie dalej, wierzę w ciebie wymyślisz coś. Jakbyś skończyła to co ja biedna bym czytała :-(. Nie rób mi tego prrrrrrroooooooszę. Jeśli naprawdę nic nie możesz wymyślić to może zrób sobie dłuższą przerwę, oczywiście nie chcę tego ale to lepsze niż gdybyś skończyła bloga.
    Czytelniczka<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział z resztą jak zwykle <3 Mi historia się bardzo podoba ! Nie wiem co bym zrobiła gdybyś skończyła bloga. Musiałabym podciąć sb żyły łyżką xD

    OdpowiedzUsuń