Rozdział dedykuję dziewczynom, które komentowały poprzednie posty! Dziękuję Wam bardzo ! <3333
************************************************************
************************************************************
~
Percy ~
Pociągnąłem Annabeth w stronę lasu. Koniec. Muszę jej
wszystko wyjaśnić. Nie mogę przecież tego ukrywać do końca życia. I tak by się
kiedyś dowiedziała, w końcu to dziecko Ateny. Wolę żeby dowiedziała się ode
mnie, niż od innych.
- Widzisz Ann, ja ją znam.
- Kogo ?
- Tą dziewczynę, co z Leo przyleciała. Tą Kalipso.
- Domyśliłam się po twojej minie …
- Pamiętasz jak ”zginąłem” w wybuchu wulkanu – zakreśliłem cudzysłów w powietrzu – i nie
było mnie przez dłuższy czas?
- No oczywiście, że pamiętam. Myślałam, że straciłam cię
już na zawsze…
- No tak, bo widzisz, ja wtedy wylądowałem na Ogygii… i
tam poznałem Kalipso, i ona … - zaciąłem się, bo nie wiedziałem jak jej to
delikatnie powiedzieć
- Ona co ?
- Ona zakochała się we mnie, a mi było tam tak dobrze, że
nie chciałem stamtąd wracać i … i wtedy przypomniałem sobie o tobie i o naszym
pocałunku, i zrozumiałem, że muszę wrócić, ale nie chciałem ci o tym mówić, bo
nie chciałem do tego wracać, później Leo tam trafił i się w niej zabujał, a ona
powiedziała mu o mnie i jak on wrócił to gadaliśmy o tym i mieliśmy do tego nie
wracać, ale nie wiedziałem, że planuje tam po nią wrócić, a potem byliśmy w tym
Tartarze i była na ciebie rzucona klątwa, którą ona rzuciła na mnie, i znowu to
wszystko powróciło, ale zapomnieliśmy o tym, a teraz Leo ją przywiózł do Obozu
i zrozumiałem, że muszę ci o tym powiedzieć… - powiedziałem to prawie na jednym
wdechu, więc jak skończyłem, to spuściłem głowę i próbowałem złapać oddech.
Bałem się spojrzeć w jej oczy i można powiedzieć, że czekałem na plaskacza.
- Percy czemu nie powiedziałeś mi wcześniej ?
- Bo bałem się jak zareagujesz. Nie chciałem, żebyś
pomyślała, że ona była ważniejsza czy coś w tym stylu, bo to ty byłaś
najważniejsza. Bałem się, że pomyślisz, że to ją kocham albo że mi się podoba,
a to tylko ciebie kocham i tylko ty mi się podobasz. Nie chciałem rozwalić
naszej relacji, a potem związku…
- Percy… ja to rozumiem… jestem pewna co do twojego
uczucia i nie pomyślałabym nigdy w inny sposób – powiedziała ze spokojem. Jak
ona to robi ? Właśnie jej powiedziałem, że spędziłem trochę czasu z dziewczyną,
która się we mnie bujała i nie chciałem wracać, a ona jest taka spokojna…
niesamowita dziewczyna… dlatego ją kocham.
Annabeth podeszła do mnie i pocałowała mnie, a ja ze
spokojem odwzajemniłem ten pocałunek.
- Ale wiesz, teraz musisz mi obiecać, że już zawsze
będziemy sobie o wszystkim mówić
- Obiecuję ! – powiedziałem przykładając rękę do klatki
piersiowej. – Wracamy do reszty ?
- Tak. Trzeba sprawdzić czy Piper nie pobiła Leona –
zaśmiała się.
Złapałem Ann za rękę i ruszyliśmy w stronę polany, gdzie
wylądowali. Jeszcze tam stali. Po chwili doszedł Chejron, który ze zdziwieniem
wymalowanym na twarzy powitał Leo.
- Chejronie, to jest Kalipso. Czy jest opcja, by została
w Obozie ?
- No wiesz Leo, nie wiem czy to dobry pomysł. Boję się
jak zareagują bogowie, gdy dowiedzą się o tym, że zabrałeś ją z wyspy.
- Nie obchodzi mnie to ! Zasłużyła na wolność. Proszę,
może tu zostać – zrobił minę słodkiego szczeniaczka. Stary Leon Valdez wrócił…
- Zobaczę co da się zrobić. A teraz proszę się rozejść.
Co to za zbiegowisko, wracać do zajęć !
Ze względu na to, że miałem właśnie zajęcia, pocałowałem
Ann w policzek i pobiegłem na arenę. Po treningu poszedłem na obiad, a potem wykąpałem
się i przebrałem w czyste ubrania. Miałem już wyjść do Annabeth, kiedy ktoś
zapukał do drzwi. Myślałem, że to Ann, ale przed sobą ujrzałem Leona.
- Hej stary, możemy pogadać?
- Pewnie, wejdź.
- Wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale muszę się upewnić.
Czy ty na pewno nic nie czujesz do Kalipso ?
- Na pewno. Ja kocham Ann i nie czuje nic więcej do
Kalipso.
- Przepraszam cię, wiem, że to musiało być dla ciebie
trudne, jak ją zobaczyłeś i pewnie teraz masz coś na pieńku u Annabeth, pewnie
się dowiedziała, ale zrozum mnie, musiałem…
- Leo ja cię rozumiem. Zrobiłbym to samo, gdyby chodziło
o Ann.
- Dzięki. Spadam. Na razie.
- Do później.
Nie powiem, byłem zdziwiony tą rozmową, ale wiedziałem,
że wcześniej czy później coś takiego będzie miało miejsce. Nie myślałem, że tak
szybko. Mniejsza z tym. Wstałem i poszedłem po Annabeth.
~
Annabeth ~
- Hej Mądralińska, jak ci mija dzień ?
- Cześć. Dziwnie. Bardzo dziwnie. Moje rodzeństwo coś
kombinuje. Nie wiem o co im chodzi. I jeszcze ten powrót Leona. Ten dzień jest
naprawdę dziwny.
- Taaak… zgadzam się z tobą w stu procentach.
- Tylko byś spróbował się nie zgodzić
- Tak? A co byś mi zrobiła ? – powiedział z tym swoim
szelmowskim uśmieszkiem
- Nie to co myślisz – zaśmiałam się, a on zrobił udawaną
smutną minę. – Ale zawsze możesz liczyć na całusa – powiedziałam, po czym
pocałowałam go.
Gdy tak staliśmy obejmując się, usłyszeliśmy konchę, więc
Percy objął mnie ramieniem i poszliśmy na kolację. Po kolacji było ognisko. Gdy
skończyłam jeść, Percy podszedł do mnie i razem poszliśmy za pozostałymi.
Po krótkiej przemowie Chejrona,
dzieciaki Apolla zaczęły śpiewać, a pozostali przyłączyli się. Po ognisku
Glonomóżdżek odprowadził mnie do domku Ateny.
- Dobranoc Ann. – pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc Glonomóżdżku.
Przebrałam się w koszulkę i szorty do spania, i położyłam
spać. Zasnęłam prawie od razu. Niestety znów miałam koszmar. I znów ten sam
widok. Percy umierał. A ja znów próbowałam do niego podbiec. Tym razem mi się
udało, ale tej innej mi, tej ze snu. Dobiegłam do niego i klęknęłam przy nim.
Spojrzał na mnie z bólem. Nagle wytrzeszczył oczy i coś krzyknął. Ktoś do mnie
doszedł i zaczął mnie od niego odciągać. Obezwładniono mnie. Potem sceneria
zmieniła się. Byłam do czegoś przywiązana. Ktoś podszedł, ale nie mogłam
dostrzec jego twarzy, bo był zakapturzony. Ja ze snu podniosłam głowę i
spojrzałam na tego kogoś. Nagle zaczęłam płakać. Nie słyszałam co powiedział.
Na koniec usłyszałam tylko nieznajomy głos ” Pożałujecie tego nędzni herosi ! ”
i obudziłam się. Spojrzałam na zegarek, była 2 w nocy.
” Nie wytrzymam tu dłużej sama” pomyślałam. Ubrałam
trampki i wyszłam z domku. Nawet się nie przebierałam. Nie musiałam się bać
przecież, że ktoś mnie zobaczy. Wszyscy spali. Skierowałam się do domku
Posejdona. Potrzebowałam teraz bliskości i ciepła mojego chłopaka. Zapukałam.
Nikt nie otwierał. ” No tak. Przecież to Percy. Jego nie tak łatwo obudzić”.
Weszłam więc do środka.
- Percy … Percy !
- Ann … - powiedział zamroczony – Co ty tu …?
- Miałam koszmar. Mogę dziś u ciebie spać ?
- Pewnie. Możesz położyć się na łóżku Tysona. I tak go
nie ma.
- A mogę z tobą ?
- Ymm… Pewnie. Oczywiście że tak.
Percy przesunął się, a ja położyłam się koło niego. Wtuliłam
się w jego nagi tors. Było mi tak ciepło. Mój chłopak objął mnie, a ja, nie
wiedząc kiedy, odpłynęłam. Na szczęście nie miałam już koszmaru.
***
Nad ranem, gdy się obudziłam, nie wiedziałam gdzie
jestem. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że jestem w domku nr 3.
Obróciłam się i dostrzegłam śpiącego jeszcze Percy’ego. Cóż, to nie byłoby w
moim stylu, gdybym pozwoliła mu dalej spać, a ponieważ spał na brzuchu,
usiadłam mu na plecach i pocałowałam.
- Ann ? Co się dzieje ? Czemu mnie budzisz ?
- Pora wstawać śpiochu …
- Nie chcę jeszcze…
- Wstawaj, bo inaczej się policzymy !
Zabrałam mu poduszkę. Chyba się wkurzył.
- O nie ! Mi się poduszki nie zabiera ! – powiedział już
bardziej trzeźwy i przekręcił się tak, że teraz to on siedział na mnie.
- I co teraz powiesz ?!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo teraz to on mnie
pocałował. Położył się koło mnie i przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego.
Leżeliśmy tak przez jakiś czas, gdy nagle usłyszeliśmy konchę. Już pora na
śniadanie ! Znowu się spóźnimy !
- Percy czas na śniadanie ! Dalej rusz się ! –
wygramoliłam się z łóżka. Już chciałam wybiec, gdy Percy odchrząknął.
- Ekhem… Ann najpierw trzeba się ogarnąć.
Dopiero po jego słowach zdałam sobie sprawę, że jestem w
piżamie.
- Percy, ja nie mam przy sobie ciuchów !
- To idź do domku się ubrać. Co za problem ?
- Nie będę szła przez cały Obóz w piżamie !
- Do mnie jakoś przyszłaś w nocy.
- No właśnie ! W nocy ! Nikt nie patrzył !
- Jak dla mnie możesz chodzić cały czas tak ubrana –
uśmiechnął się szelmowsko
- Przestań ! Daj mi jakąś koszulkę, założę ją na
podkoszulek i jakoś dojdę do domku.
- Proszę cię bardzo …
Narzuciłam ją na siebie i jak najszybciej popędziłam do
siebie. Na szczęście nie było już mojego rodzeństwa. Zaraz zaczęłyby się
pytania typu gdzie się było całą noc itp. Ubrałam się szybko i wybiegłam na
śniadanie.
********************
Hej ! Przychodzę z 7 rozdziałem i przepraszam, że nie dodałam go wcześniej, ale jeżdżę na wiśnie, wcześnie wstaję, późno wracam i jestem zmęczona i obolała, więc nie miałam czasu. Co do rozdziału, to zaczynam się zastanawiać czy ta historia ma sens... Nie mam pomysłu na to kompletnie i nie wiem co z tego będzie... Nie chciałabym Was zawieść, ale nie wiem co będzie dalej i jak to się potoczy... Mimo wszystko dziękuję tym, którzy to czytają <3
Rozdział jak zwykle super jak całe opowiadanie:-). Biedna Annabeth dręczona koszmarami i Percy wraz ze swoimi niepotrzebnymi obawami no i Leo no on po prostu jest, no i fajnie.:-D
OdpowiedzUsuńTyle co do rozdziału a teraz druga część komentarza.
Ty się zastanawiasz czy ta historia ma sens?! Serio!!! Jasne że ma. Co z tego że nie masz pomysłu co będzie dalej, wierzę w ciebie wymyślisz coś. Jakbyś skończyła to co ja biedna bym czytała :-(. Nie rób mi tego prrrrrrroooooooszę. Jeśli naprawdę nic nie możesz wymyślić to może zrób sobie dłuższą przerwę, oczywiście nie chcę tego ale to lepsze niż gdybyś skończyła bloga.
Czytelniczka<3
Super rozdział z resztą jak zwykle <3 Mi historia się bardzo podoba ! Nie wiem co bym zrobiła gdybyś skończyła bloga. Musiałabym podciąć sb żyły łyżką xD
OdpowiedzUsuń