Miłość na wieki
sobota, 11 czerwca 2016
NOTKA!
Zła wiadomość. A może dla niektórych dobra... Zawieszam bloga. Nie mam czasu, ani pomysłu, by pisać dalej to opowiadanie. Może z czasem wena wróci i wznowie tę historię, ale sama nie wiem co będzie w przyszłości i nie wiem czy coś z tego wyjdzie. Bardzo przepraszam każdego, kto czekał na nowy rozdział, chociaż wydaje mi się, że mało kto tu został.
środa, 2 marca 2016
Rozdział 15
Hej! Dziś coś innego! Spróbowałam czegoś nowego w tym opowiadaniu, piszcie co myślicie. Rozdział nie jest jakoś bardzo długi i jest niesprawdzony, ale dodaję dziś, bo już dość długo przekładam. Mam nadzieję, że się spodoba i do następnego! :)
******************************************************************
~
narracja 3-osobowa ~
- Uważam, że powinni wiedzieć o zaistniałej sytuacji. W
końcu…
- Z jakiej racji tak uważasz?! – wybuchł Zeus,
przerywając wypowiedź Posejdona. – To zwykli śmiertelnicy, a nie bogowie! Nie
mają prawa mieszać się w nasze sprawy! Nie powinni nawet uczestniczyć w
obradach, więc i tak już dużo dla nich zrobiliśmy.
- Powinni, choćby z takiej racji, że już z góry można
zauważyć, że cała ta sprawa będzie dotyczyła ich. Znów w roli głównej. Nic nie
dzieje się bez powodu, Zeusie, i dobrze o tym wiesz. Te wydarzenia też mają coś
na celu. Wszystko sprowadza się do nich. Poza tym, moja córka jest mądra i może
wiedzieć co zrobić, jeśli będzie miała komplet informacji. Polegam na niej i
wiem, że sobie poradzi. Poza tym ma do pomocy Percy’ego, a ty sam dobrze wiesz,
ile ten chłopak już zrobił, aby nasz świat przetrwał. Komu jak komu, ale to
właśnie jemu proponowałeś zostanie bogiem.
- Zgadza się! Gdyby nie miłość do ukochanej, dziś byłby
jednym z nas! Więc śmiało możemy go traktować, jak kogoś wyjątkowego – odezwała
się Afrodyta.
- Bracie, wiesz dobrze, że i tym razem mój syn może nam
pomóc. Nie znamy przypowiedni, a i tak wiemy, że będzie go ona w większym lub
mniejszym stopniu dotyczyła. Powinien być na bieżąco.
- Mimo wszystko uważam, że Zeus ma rację! To, że się
kilka razy wykazał, nie znaczy, że ma prawo ingerować w nasze sprawy. Odrzucił
dar! Nie jest jednym z nas, bo mimo wszystko to odrzucił, nie ważne z jakiego
powodu!
- I tak jest zamieszany w nasze sprawy! – wykrzyknęła
Atena – Nie rozumiesz tego?! Póki walczy za nas, jest w to wmieszany! Wszyscy
są! Sama nie wierzę, że bronie tego chłopaka, ale taka jest prawda. Jeśli moja
córka go kocha, nie mam innego wyjścia, jak zaakceptować sytuacje. Zrozumcie
wreszcie, że póki te dzieciaki robią to, o co je prosimy, są zamieszane w
sprawy Olimpu i bogów.
- Padło wiele zdań i różne opinie. Skoro nie jesteśmy
jednogłośni, należy przeprowadzić głosowanie. Zdecydowałem, że w głosowaniu
weźmie jednak 13 osób. Decydujący głos będzie należał do Hadesa, którego ta
sprawa w obecnej sytuacji dotyka najbardziej. Tak więc proszę, aby podnieśli
rękę ci, którzy są za tym, aby herosi nie byli informowani o wszystkim co się
dzieje i o obecnej sytuacji mego brata.
Rękę podniosło
sześcioro bogów: Zeus, Hera, Ares, Demeter, Hermes oraz Dionizos. Dwoje pierwsi
byli zbyt dumni, by zgodzić się na to, aby bogowie spoufalali się zwykłym
herosom. Ares nienawidził syna Posejdona i nie mieściło mu się w głowie, aby
przystać na tak niedorzeczną propozycję. Nie był jednak sam w tym uczuciu,
ponieważ królowa Olimpu, poza chciwością i pychą, również pragnęła tylko
szkodzić młodej parze, której tak nie cierpiała. Demeter uważała, że ten pomysł
nie wypali. Była przekonana, że to nic nie da, że skoro bogowie nie mogą nic wymyślić,
to i zwykli herosi na nic nie wpadną. Uważała to za ideę bezużyteczną i
bezwartościową. Hermes nie chciał zgodzić się na to tylko z jednego powodu.
Cały czas myślał o swoim synu i o tym, do czego doprowadził. Bał się, że taka
sytuacja może się kiedykolwiek powtórzyć, dlatego był przeciwny jakiemukolwiek
zwierzaniu się półbogom. A Dionizos? Bóg wina po prostu nie ufał herosom.
Spędził już tyle czasu w tym obozie, a obecność dzieci bogów go przytłaczała.
Nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Każdy z nich, z wyjątkiem Hery, miał
swoje dzieci w tym obozie, ale bali się, że decyzja o zwierzeniu się półbogom,
może tylko doprowadzić do katastrofy. Mieli obawę, że wykorzystają ich słabość
i pomyślą, że wielcy bogowie zniżają się do ich poziomu, że są im równi. Zeus
nie mógł na to pozwolić.
- Wychodzi na to, że pozostała szóstka jest za, czyż nie?
– pozostali bogowie pokiwali głowami. – Dobrze więc. Ostatni głos należy do
ciebie Hadesie. Czy zgadzasz się na to, aby herosi byli na bieżąco w całej
sytuacji?
Na Sali zapadła cisza. Każdy wpatrywał się w Hadesa,
który jak wiemy, zmienił się znacznie od wojny z Kronosem. Bóg podziemia bił
się ze swoimi myślami. Nie trwało to jednak długo. Szybko podjął właściwą
decyzję.
- Tak. Zgadzam się.
- Dobrze. Proszę więc zwołać tych dwoje herosów.
~
Annabeth ~
Obudziłam się nad ranem jako pierwsza. Wzięłam szybki
prysznic i ubrałam się, po czym postanowiła obudzić Percy’ego. W końcu w każdej
chwili mogą czegoś od nas chcieć, a bogowie nie lubię czekać. Wolę im nie
podpadać, tym bardziej, że to ich teren. Podeszłam do Glonomóżdżka i usiadłam
mu na plecach. Chłopak jęknął i mam nadzieję, że to z powodu nagłej pobudki, a
nie mojej wagi. Percy przekręcił się i nawet nie wiem kiedy, a znalazł się nade
mną. Cmoknął mnie szybko w usta i spojrzał w oczy.
- Mogę wiedzieć, dlaczego budzisz mnie tak wcześnie?
- Wcześnie? Już pora wstać, bo w każdej chwili mogą nas
zawołać. Lepiej, żeby nie musieli na nas czekać, więc wstawaj raz dwa i pod
prysznic.
- Ech dobra, i tak z tobą nie wygram – westchnął i
wreszcie się podniósł. Zabrał czyste rzeczy i wszedł do łazienki, po chwili
usłyszałam szum wody. Ja natomiast pościeliłam szybko łóżko, a gdy Percy
wyszedł z łazienki ubrany i wycierał tylko włosy, ktoś zapukał do drzwi naszego
pokoju. Spojrzałam szybko na Glonomóżdżka i podeszłam otworzyć. Za nimi
zastałam pokojówkę.
- Jesteście proszeni do Sali Obrad. Bogowie was wzywają.
Ponieważ byliśmy już gotowi, wyszliśmy z pokoju i
podążyliśmy znanym nam już korytarzem wprost do celu. Gdy znaleźliśmy się w środku,
wszyscy bogowie siedzieli już na swoich miejscach.
- Witajcie herosi. Podjęliśmy pewne decyzje w całej tej
sprawie. Jest parę spraw, o których nie macie pojęcia, lecz dla dobra sprawy
zdecydowaliśmy się z wami podzielić wszystkim co wiemy.
- Och proszę cię Zeusie! Mówisz tak, jakbyś był za!
- Afrodyto! To nie czas na takie pogaduchy! Decyzja
została podjęta i koniec tematu!
Zauważyłam, jak zdenerwowana bogini miłości siada na
swoim tronie posyłając Zeusowi pioruny. Hah
cóż za ironia! Zaśmiałam się duchu.
- Kontynuujmy. Jest coś, co może mieć jakiś związek z
sytuacją w jakiej się znajdujemy. Mimo braku dowodów, jesteśmy pewni, że coś
zagraża po raz kolejny naszej cywilizacji. Osoba, która chce nas zniszczyć tym
razem powzięła już pewne kroki w realizacji swoich planów. Sześć lat temu
ukradziono mój piorun. Tym razem zaginął hełm Hadesa.
Patrzyłam na Zeusa jak na kogoś kto uciekł z wariatkowa.
- To w ogóle możliwe? Przecież taka osoba musiałaby zejść
najpierw do Hadesu. Jak przedostała się tam niezauważona?
- Jak widzisz, udało się tej osobie. Bo hełm zaginął –
odezwał się Hades – Do tej pory myślałem, że jest dobrze strzeżony. Teraz
zrozumiałem, że byłem w błędzie. Zgodziłem się wam o tym powiedzieć, ponieważ
chce, abyście wraz z moim synem wyruszyli na poszukiwania.
- Słucham?! – zagrzmiał Zeus – Nie było mowy o twoim
synu!
- Uspokój się Zeusie – odezwał się Posejdon.
- Bracie, mój syn zna całą sprawę. Wydaje mi się, że to
logiczne, że chcę, aby mój potomek brał w tym udział. Zrób dla mnie chociaż to.
To ja jestem ten pokrzywdzony tym razem.
- Ugh no dobra! Ostatnio chyba nie mam nic do
powiedzenia! Ale to się niedługo zmieni, więc się tak nie cieszcie! –
powiedział naburmuszony Zeus, a ja prawie wybuchłam ze śmiechu. Ma ponad trzy
tysiące lat, a zachowuje się jak dziecko.
- Ale jaka misja? – zapytał Percy – Przecież my nie wiemy
dokąd się udać, gdzie szukać, najpierw musicie ogłosić misje i potrzebna
przepowiednia, a przecież Apollo jest jakby „niedysponowany” – powiedział robiąc
cudzysłów w powietrzu. Haha to brzmiało dziwnie!
- Nie musisz mi tego wypominać chłopie! – krzyknął Apollo.
Co im się dziś dzieje? Zachowują się jak małe, naburmuszone dzieciaki!
- Nie miałem na myśli cię urazić! Po prostu to nie takie
proste. Do tej pory twoja moc nie była potrzebna, nic się nie działo, misji nie
było, nie potrzebne były przepowiednie. Ale teraz inna sprawa. Przecież wiecie
wszyscy, że zawsze jak zlecaliście nam misje, to pojawiała się przepowiednia. Jak
mamy coś zrobić, jeśli nie wiemy dokąd iść?
- On ma rację Zeusie – odezwała się Atena. On go poparła?
Naprawdę jestem w szoku i Percy też raczej tego nie kryje. Powtarzam: co się
dziś z nimi dzieje? Bogowie niczym dzieci, moja matka zgadza się z SYNEM
POSEJDONA?! To świat zwariował czy ze mną jest coś nie tak? – Powinniśmy rozważyć
przywrócenie mocy Apolla.
- Czy ty zwariowałaś kobieto?! Szanuję twoje zdanie
Ateno, ale nie wykorzystuj tego w ten sposób!
- Nie zwariowałam! Pomyśl logicznie, gdybyś wrócił mu
moc, znalibyśmy przepowiednie co do misji, a może i tą wielką byśmy poznali. To
mogłoby ułatwić sprawę.
- A księgi Sybilli?
- Nasza przyjaciółka je tłumaczy, ale to nic nie zmieni. –
odpowiedziałam. – Mamy stały kontakt z Rachel i Obozem Jupiter. Wiemy jak idą
prace i nie ma opcji, by nam w tym pomogli. Ale gdyby Apollo odzyskał moc,
moglibyśmy sprowadzić Rachel, a ona by wypowiedziała przepowiednie.
- Zeusie, nie mamy innego wyjścia – powiedziała Afrodyta.
- Po raz kolejny przeprowadzimy głosowanie. Nie głosuje oczywiście
Apollo, lecz na jego miejsce wstąpi Hades, ponieważ jako członek obrad ma do
tego prawo. Zatem, kto jest za przywróceniem mocy Apollinowi?
Rękę podniosło większość głosujących. Nie zrobili tego
jedynie Hera i Ares. Ugh jak ja nienawidzę tej baby! Zeus długo się
zastanawiał. Zapewne rozważał, czy odwołanie kary syna zmieni coś w postrzeganiu
go przez innych bogów i czy będą mu posłuszni jak do tej pory (chociaż wiemy
jak to wygląda, na przykład dziś – prawdziwy z niego król bogów! *sarkaaazm*). Ostatecznie
jego decyzja była pozytywna i podniósł rękę.
- W takim razie na dziś koniec obrad.
niedziela, 14 lutego 2016
Rozdział 14
Mamy rozdział 14! Mam nadzieję, że się Wam spodoba :) widzę jednak, że jeśli nie poproszę o komentarze, to ich nie otrzymam :/ trochę to przykre, wiecie, nie robię czegoś typu 5 kom = rozdział i nie zamierzam, ale miło jest, jeśli komentujecie. Nie będę się już Was o nie prosiła, ale mimo wszystko pamiętajcie, że mnie to motywuje :) Ach i chciałabym jeszcze wiedzieć, co myślicie o długości rozdziałów. To dla mnie ważne, więc proszę o opinię. Życzę miłego czytania i do zobaczenia przy 15! :*
***********************************************************************
~
Percy ~
Zaraz po śniadaniu pobiegliśmy po swoje rzeczy, ponieważ
Argus już na nas czekał. Wsiedliśmy do furgonetki i wyruszyliśmy. Gdy
dojeżdżaliśmy na Manhattan miałem jakieś dziwne przeczucie. Czułem, że coś jest
nie tak i miałem wrażenie, że coś się zaraz wydarzy. Niczym szósty zmysł, po
chwili coś uderzyło w nasz pojazd. Spojrzałem na Annabeth, która już wyjmowała
swój sztylet. Również sięgnąłem do kieszeni po mojego Orkana. Gdy po raz drugi
poczuliśmy silne uderzenie, Argus nie dał rady utrzymać się na drodze i zjechał
na pobocze. Dobrze, że o tak wczesnej porze, na obrzeżach miasta nie było wielu
ludzi, bo to zdecydowanie wywołałoby o wiele większe zamieszanie. Gdy nasz
kierowca się już zatrzymał, wysiedliśmy z Ann z auta i rozejrzeliśmy się. Na
pierwszy rzut oka nic nie dostrzegłem. Po chwili poczułem jak Annabeth ciągnie
mnie za ramię, abym się rzucił na ziemię. W ten sposób uratowała mi życie,
ponieważ nad głową przeleciał mi wielki ogon z kolcem. Spojrzałem w górę i
dostrzegłem siedzącą na latarni Mantikorę. Momentalnie podniosłem się na nogi i
delikatnie odsunąłem do tyłu. Ten jej ogon był cholernie niebezpieczny. Gdy po
raz drugi zaatakowała nim mnie, zrobiłem szybki unik i w ostatnie chwili,
obracając się na plecy odciąłem go. Potwór zawył i zeskoczył na ziemię. Zaczął
się zbliżać w moim kierunku, a ja stałem w miejscu, obmyślając szybki plan, jak
pokonać stwora. Niestety, to nie jest moja najlepsza strona, ja zawsze działam,
potem myślę. Kątem oka zerknąłem na Annabeth, która wolnymi krokami, tak aby
Mantikora jej nie zauważyła, starała się obejść przeciwnika. Już wiedziałem co
muszę zrobić. To zaleta wieloletnich, wspólnych treningów i licznych, wspólnie
stoczonych bitw o sztandar. Nie potrzebowaliśmy słów, by zrozumieć co planuje
ten drugi. Tym razem moim zadaniem było odwrócić uwagę wroga. Delikatnie
cofnąłem się do tyłu i wtedy zdałem sobie sprawę, że za moimi plecami znajduje
się furgonetka. Gdy zauważyłem, że potwór się zatrzymał i zaczął się rozglądać,
uderzyłem kilkukrotnie w pojazd klingą miecza, a ten zwrócił na mnie uwagę.
Ponownie zaczął się zbliżać w moją stronę. Gdy był zaledwie kilka metrów,
przybrał postawę do skoku. Wiedziałem już wtedy, że będzie atakował. Nagle
wyskoczył w przód, a ja w ostatniej chwili odskoczyłem w bok. Udało mi się przy
okazji ciąć w kark stwora, przez co warknął zdenerwowany i zapewne obolały,
gdyż poza małą raną, chyba nabył sporego guza na łbie, po mały zderzeniu z
autem. Poderwał się wkurzony i znów mnie zaatakował. Nie zdążyłem się podnieść
i odskoczyć, więc znalazł się nade mną i mnie przygniótł. Chyba zapomniał, że
odciąłem mu ogon, ponieważ cały czas próbował mnie ugodzić zakończeniem, które
zostało. Zaczynałem się niecierpliwić. Co robi Annabeth? Mantikora porządnie
mnie udrapnęła w ramię rozrywając mi skórę. Krzyknąłem z bólu, który mi zadała,
ale mój krzyk przebiło jej wycie. Po chwili potwór opadł obok mnie i rozsypał
się w złotawy pył, a ja złapałem się za bolące ramię. Podbiegła do mnie
Annabeth i klęknęła obok. Szybko wyjęła z plecaka trochę ambrozji i mi podała.
Szybko przełknąłem pokarm bogów i spróbowałem wstać. Ból był jednak wciąż zbyt
duży i zajęczałem głośno. Moja dziewczyna natychmiast mnie złapała zanim znów
opadłem i mocno przytuliła. Pomogła mi wstać i poprowadziła mnie w stronę
furgonetki. Wsiedliśmy do środka, a Argus odpalił silnik i zawiózł nas na
Olimp. Gdy wchodziliśmy do Empire State Building ludzie dziwnie na nas
patrzyli. No tak, w końcu nie codziennie widzi się dwójkę nastolatków, którzy
ranni, zamiast iść do szpitala, wchodzą do wielkiego wieżowca! Annabeth szybko
podeszła do recepcji i powiedziała
- 600 piętro proszę.
- Nie ma takiego piętra panienko. – powiedział młody
chłopak.
- Okej, widzę, że jesteś tu nowy, bo cholera, wszyscy
mnie tu znają po tym, jak projektowałam na nowo Olimp! Więc nie wkręcaj mi, że
600 piętro nie istnieje i po prostu pozwól mi tam wjechać, bo mój chłopak jest
bardzo ranny! – krzyknęła wyrzucając ręce w górę i pokazując na mnie.
Widać było, że chłopak się wystraszył i po chwili
pozwolił nam wejść do windy. Szybko znaleźliśmy się na górze, a po chwili
otoczył nas wielki tłum, który poprowadził nas w stronę Pałacu. Zaraz po
wejściu zabrali nas do części szpitalnej, opatrzyli moją ranę i drobne
zadrapania Annabeth, po czym podali nektar do wypicia. Nie musieliśmy tam długo
zostać, ponieważ moja rana nie była zakażona ani nie było w niej trucizny, więc
lek szybko zadziałał. Zanim wyszliśmy, zawitał do nas Chejron.
- Jak się czujecie dzieciaki?
- Jest okej – odpowiedziałem.
- Wcale nie Percy! Nie jest okej! Mogło być gorzej,
mogłeś umrzeć! Cholera! Jeśli bogowie i tym razem nic z tym nie zrobią to nie
skończy się to dla nich dobrze!
- Annabeth spokojnie. Jesteś teraz ich gościem, jesteś na
ich terenie, uważaj co mówisz.
- Mam dość Chejronie! Trzeba zacząć działać…
- Masz rację. Po to tu jesteście. Ale musisz się
uspokoić, zanim pójdziemy na obrady.
- Chejron ma rację Ann. Spokojnie. Wszystko ze mną w
porządku, żyję, to normalne i nie pierwszy raz się takie coś wydarzyło. Zapewne
też nie ostatni. Więc wyluzuj.
- Już okej.
- Więc jesteście gotowi. Mam was zaprowadzić do Sali
Obrad. Chodźmy.
I ruszyliśmy. Otworzył wielkie wrota i wpuścił nas jako
pierwszych, wchodząc zaraz za nami i zamykając je. Podeszliśmy bliżej i
pokłoniliśmy się bogom, którzy już w pełnej obecności o czymś zażarcie
dyskutowali. Gdy nas dostrzegli, momentalnie zapadła grobowa cisza, którą
przerwał Zeus
- Witajcie herosi. Cieszymy się, że dotarliście do nas w
jednym kawałku.
Usłyszałem jak Annabeth prychnęła pod nosem.
- Również się cieszymy, że dotarliśmy tu cali, pomimo
tego małego incydentu – odpowiedziałem. Ech nienawidzę gadać w taki wyniosły
sposób.
- Myślę, że możemy już zaczynać – powiedział Zeus.
Usiedliśmy na przygotowanych dla nas miejscach i zaraz usłyszeliśmy pierwsze
pytanie.
- Któremu z was śniła się ta rozmowa?
- Mi – odpowiedziała Ann.
- Czy prawdą jest, że słyszałaś coś na temat jakiejś
przepowiedni?
- Tak. I mam przeczucie, że jest to nowa wielka
przepowiednia.
- Skąd to przeczucie? – wtrąciła Hera. Ugh jak ja jej nie
cierpię!
- Gdy rozmawiali o tym i wyczuli, że ktoś podsłuchuje, ta
postać kazała się uciszyć tej drugiej osobie. Podczas tej rozmowy brzmiało to
tak, jakby ta przepowiednia mówiła o czymś, co może pokrzyżować ich plany i
zamierzają zrobić wszystko, żeby do tego nie doszło. Prawdę mówiąc nie wiem,
jak mogę lepiej to powiedzieć. Po prostu czuję, że to coś ważnego.
- Rozumiem. A co byś mogła powiedzieć o tej postaci?
- Nie widziałam twarzy tej postaci, ale czułam, że jest
dość potężna. Zapewne posiada moc pomniejszego boga lub bożka. Nie jestem
pewna, ale mogła być kobietą. Miała szaty, więc nie po wyglądzie to stwierdzam,
lecz po głosie. Ale nie jestem pewna.
- A co z tą osobą, z którą rozmawiała?
- Również nie widziałam twarzy, ale głos zdecydowanie
należał do chłopaka. Miałam wrażenie, że znam ten głos, ale do tej pory nie
wiem, do kogo może należeć. Dlatego stwierdziłam, że możemy mieć szpiega w
obozie i musimy uważać komu ufamy. Najlepiej by było, gdyby o wszystkim
poinformowane były tylko te osoby, którym w stu procentach ufamy, i które
przeżyły już z nami nie jedną wojnę. Na pewno nie nowym.
- Tu masz rację Annabeth. Musimy się jakoś zabezpieczyć.
A tobie co się przyśniło Perseuszu? – zapytała Atena.
- Raz miałem sen, gdy ktoś zaatakował obóz. Widziałem te
maszyny Rzymian. Na początku powiedziałem Chejronowi, że myślałem, że nas
zdradzili i znów zaatakowali, lecz później dużo nad myślałem i zdałem sobie
sprawę, że widziałem, jak walczyli po naszej stronie i pomagali nam pokonać potwory.
Zrozumiałem to po tym, jak przeanalizowałem ten sen, bo to jakaś bestia mnie
zaatakowała, nie ludzie. Pamiętam też to, jak ta dziwna postać porwała Annabeth
i ją więziła, ale również nie widziałem jej twarzy. Chyba bardzo tego pilnuje,
abyśmy przedwcześnie nie dowiedzieli się kim jest.
- Z pewnością. Dobrze, póki co, musimy przeanalizować tą
sytuację sami. Służba pokaże wam wasz pokój, a gdy będziemy was potrzebowali
bądź podejmiemy już decyzję, przyślemy kogoś po was.
- Aha! Gratuluję zaręczyn! – krzyknęła radośnie Afrodyta.
Wszyscy, włącznie z nami, zrobili wielkie oczy. – No co? Nie bądźcie tacy
zaskoczeni. JA WIEM O WSZYSTKIM. – powiedziała z naciskiem, a ja chyba
wiedziałem, co jeszcze miała na myśli. Widziałem, jak Annabeth się zarumieniła.
Ona chyba też wiedziała o co jej chodziło.
Zauważyłem, że nasi rodzice posyłają nam zdziwione miny. Cóż,
widziałem tam też złość, radość, zaskoczenie i wiele innych. Coś mi się wydaję,
że będziemy musieli przejść przez ciężką rozmowę. Ta wizyta to porażka.
- Dziękujemy – odpowiedziałem, gdy się już otrząsnąłem i
pocałowałem Ann w zaróżowiony policzek. Uśmiechnęła się do mnie, a ja to
odwzajemniłem.
- Tak gratulację, a teraz możecie iść – powiedział
znudzony Zeus. Co za dupek,
pomyślałem.
Zaraz po jego słowach do Sali weszła służąca, która
poprowadziła nas długim i szerokim korytarzem. Gdy dotarliśmy do pokoju, razem położyliśmy
się na łóżku.
~
Annabeth ~
Bogowie! Czułam się tak nieswojo! Ta małpa po prostu
musiała to powiedzieć. Widziałam miny naszych rodziców. To było coś strasznego.
I jeszcze ta aluzja! Doskonale wiedziałam, co miała na myśli! Percy z resztą
chyba też. I te obrady, to mnie przerośnie, czuję to.
- Czułam się jak na przesłuchaniu, a nie obradach. –
powiedziałam.
- Ja też. Po co zadawali tyle tych pytań skoro wszystko
już wiedzieli. Przecież powiedzieliśmy wszystko Chejronowi, a on przekazał im.
Nie rozumiem tego.
- Uwierz mi Percy, ja też. Ale cóż, może chcieli usłyszeć
to ponownie, nawet jeśli to nic nie zmieni. Mam tylko nadzieję, że wreszcie coś
zrobią.
- Okaże się. Na pewno poinformują nas o swoich decyzjach.
W końcu mamy wielki udział w tym wszystkim.
Po naszej krótkiej wymianie zdań Percy poszedł do
łazienki, po prysznicu położył się do łóżka i momentalnie zasnął. To był ciężki
dzień, więc się mu nie dziwię. Zdecydowanie przeszedł najwięcej. Ja nie mogłam
jednak zasnąć przez długi czas, ponieważ analizowałam sytuację, pod prysznicem,
w łóżku, po prostu ciągle. W końcu jednak udało mi się zasnąć. Tej nocy znów
nie miałam koszmarów. Co dziwne, zamiast się cieszyć, czułam niepokój. Mam
wrażenie, że to cisza przed burzą.
czwartek, 28 stycznia 2016
Rozdział 13
Rozdział
13
~
Annabeth ~
Nad ranem obudziłam się sama w łóżku. Usłyszałam szum
wody z łazienki, tak więc Percy musiał brać prysznic. Wstałam, pościeliłam
łóżko, wzięłam czyste rzeczy z torby i czekałam, aż Glonomóżdżek skończy
kąpiel. Gdy opuścił łazienkę, podszedł do mnie i dał szybkiego buziaka. Zaraz
potem ja zajęłam łazienkę. Po ogarnięciu się poszliśmy na śniadanie.
Zauważyłam, że Chejron już wrócił. Czyli szykuje się rozmowa.
Po śniadaniu złapałam Percy’ego za rękę i pociągnęłam w
stronę Wielkiego Domu. Zapukałam delikatnie w drzwi od gabinetu centaura, a gdy
usłyszałam ciche „otwarte”, weszłam do środka.
- Jakie wieści Chejronie? – zaczęłam od razu.
- Witaj Annabeth, cieszę się, że przyszliście –
powiedział opiekun.
- Tak, tak Chejronie. Jakie wieści? – byłam coraz
bardziej niecierpliwa.
- Opowiedziałem o wszystkim. Bogowie są zaniepokojeni i w
końcu dostrzegli zagrożenie. Niestety nie mam dobrych wieści.
- Jak to? – tym razem odezwał się Percy.
- Mimo, że widzą zagrożenie, nie wiedzą co mogą zrobić w
tej sprawie. Nie mają wystarczających dowodów, aby zacząć działać, bo niby co
mogliby zrobić? Poza tym, że wiemy o jakimkolwiek niebezpieczeństwie, nie wiemy
nic więcej.
- Czyli co? Nic z tym nie zrobią?
Centaur pokiwał tylko przecząco głową. Zagotowało się we
mnie. Wiem, że mają rację, i aż sama się sobie dziwie, że to przyznaję, ale
chyba muszą się dowiedzieć o przepowiedni.
- Chejronie, jest coś jeszcze. Wcześniej o tym nie
mówiłam, bo wydawało mi się to niemożliwe, ale chyba nie ma innego wyjścia.
Bogowie muszą się o tym dowiedzieć. Może to coś zmieni.
- O co chodzi Annabeth?
- W tym śnie, gdy te dwie postacie rozmawiały, mówiły coś
o jakiejś przepowiedni.
- Powinnaś była wcześniej o tym powiedzieć.
- Ona po prostu uznała to za niedorzeczne. Przecież
Apollo stracił moce, a Reachel nie ma już swoich zdolności. To brzmi, jak głupi
żart, nie uważasz?
- W tym świecie często to się zdarza. Jestem już tak
stary, że przyzwyczaiłem się do niedorzecznych nowości. Ale macie rację. To
podejrzane. Zaraz wyślę wiadomość na Olimp. Zobaczymy, co oni o tym myślą i co
z tym zrobią. A teraz idźcie na zajęcia.
- Do zobaczenia Chejronie.
- Do zobaczenia dzieci.
Gdy wyszliśmy z Wielkiego Domu, odezwał się Percy
- Mam nadzieję, że coś z tym w końcu zrobią. Mam dość tych
zagadek!
- Nie tylko ty Glonomóżdżku. Nienawidzę czegoś nie
wiedzieć.
- Co teraz masz?
- Grekę, a ty?
- Szermierkę…
- To widzimy się na obiedzie – powiedziałam, pocałowałam
go w policzek i poszłam na zajęcia.
***
Lekcja zleciała szybko i nim się obejrzałam, przyszła
pora na kolejny posiłek. Jako grupowa zabrałam moje rodzeństwo do pawilonu
jadalnego. Percy siedział już przy swoim stole, jak zawsze sam. Było mi go
szkoda z tego powodu i najchętniej usiadłabym z nim, gdyby nie te pieprzone
zasady. Dostaliśmy już nasze posiłki i oddaliśmy ich część dla bogów, gdy głos
zabrał Chejron.
- Kochani, mam coś bardzo ważnego do ogłoszenia, dlatego
po obiedzie odbędzie się zebranie dla grupowych. Obecność obowiązkowa i proszę
bez spóźnień, a teraz smacznego.
Wymieniłam z Percy’m szybkie spojrzenie i zabrałam się za
mój obiad. Wiedziałam, że w końcu coś się stanie, bo Chejron nigdy nie był tak
przejęty. Inni obozowicze też chyba musieli to dostrzec, ponieważ oglądali się
po całym pawilonie i rzucali sobie zdziwione spojrzenia. Dlatego jak
najszybciej dokończyłam posiłek i w tłumie reszty grupowych ruszyłam do
Wielkiego Domu. Zasiedliśmy przy stole do ping-ponga, a opiekun zabrał głos.
- Dzieci, jest bardzo źle.
- Jaki ty bezpośredni Chejronie – rzucił z kpiną Hood.
- Ponieważ nie ma sensu was okłamywać. Znów grozi nam
niebezpieczeństwo. Zaczynają się ataki, sny. Pojawia się też aspekt nowej
przepowiedni…
- To niemożliwe! Ojciec stracił moc! Nie okłamujmy się. To
nie może być prawda.
- A jednak. Na razie nie wiadomo nic więcej w tej
sprawie. Bogowie jednak proszą, aby Percy i Annabeth pojechali na Olimp.
- Dlaczego oni?
- Ponieważ to oni mieli do tej pory sny i to im przyśniło
się coś w sprawie przepowiedni. To oni byli do tej pory atakowani, z resztą już
kilkakrotnie, i to z nimi bogowie chcą się widzieć. Poza tym, musiało się znów
coś wydarzyć, o czym nie chcieli mi na razie powiedzieć, ale chyba mają do was
sprawę. – powiedział. Westchnęłam i wywróciłam oczami. No tak, jak coś chcą to
zaraz sobie o nas przypominają.
- To kiedy mamy tam jechać? – zapytał Percy.
- Jutro rano Argus was tam odstawi. Dziś się spakujcie,
bo wydaje mi się, że jeśli mają do was jakiś interes, to trochę tam zabawicie. Ja
pojadę tam dziś wieczorem, ponieważ chcieli, abym był obecny tam podczas
waszego pobytu. Co do reszty. Zwołałem to zebranie nie tylko po to, aby powiedzieć,
że coś nam grozi, a Percy i Annabeth mają jechać na Olimp. Chodzi mi o to, że
niestety znów muszę wam zwiększyć treningi. Tu są wasze plany – rozdał kartki wszystkim
grupowym – Proszę także przekazać rodzeństwu, że od teraz obowiązuję ich
absolutny zakaz opuszczania bram obozu i ci, którzy mieli wrócić po wakacjach
do domów, mają powiadomić rodziny, że jeśli do końca wakacji sytuacja się nie
rozwiąże, nie wrócą, ponieważ to dla nich niebezpieczne. Obecnie wszyscy satyrowie
zostali wysłani, aby sprowadzić tu półbogów, którzy nie dotarli, bądź nie
zostali jeszcze odnalezieni. Proszę was, abyście poważnie potraktowali moje
zasady i zastrzeżenia, ponieważ dobrze wiecie, że nie żartuję, a to nie jest
zabawa. Bogowie wprowadzili te zakazy i radze ich przestrzegać, bo nie zdziwię
się, jeśli za ich łamanie zostaniecie przez nich ukarani. A teraz możecie
wracać na zajęcia. Miłego dnia.
Po tych słowach każdy wstał i bez słowa wyszedł z pomieszczenia.
Szok, zaskoczenie i przerażenie było wymalowane na ich twarzach. Nie dziwię im
się w sumie. Mieliśmy rok spokoju, życie zaczęło nam się powoli układać, a tu
znów problemy. To znaczy, ja wiem, że tak wygląda nasze życie, no ale proszę
was. Czy nam się nie należy chociaż trochę normalnego życia? Wzdychając głośno,
również opuściłam Wielki Dom. Na ganku czekał na mnie Percy, który złapał mnie
za rękę i pociągnął na bok, jak tylko wyszłam.
- Jak myślisz, czego mogą od nas chcieć?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może chcą, abyśmy im po
prostu wszystko dokładnie opowiedzieli co wiemy. A może chcą, abyśmy
porozmawiali z Apollo o tej przepowiedni. Albo stało się coś gorszego i znów
zamierzają nas wykorzystać, abyśmy im pomogli. Ale kto wie, co im siedzi w
głowach? Dowiemy się dopiero jutro…
- Ech masz rację. Nie ma sensu się nad tym teraz
zastanawiać, bo i tak na nic nie wpadniemy.
- Właśnie. A teraz przepraszam cię, ale mam trening, a
potem muszę się spakować. Do zobaczenia na kolacji Glonomóżdżku – cmoknęłam go
w policzek i poszłam w stronę domku numer 6.
- Na razie – odpowiedział.
~
Percy ~
Nie podoba mi się ta sytuacja. To wszystko jest
podejrzane. Przez te wszystkie lata bogowie ani razu nie wzywali nas na Olimp w
sprawie jakiś tam snów. A bywały przecież gorsze koszmary i sytuacje. A jeśli dawali
nam jakieś zadanie, to nie osobiście. Czego oni mogą chcieć do cholery?!
Zdenerwowany ruszyłem w stronę stajni. Miałem ćwiczyć
latanie z domkiem Afrodyty. Pff… jakbym nie umiał. No ale nie będę podważał
decyzji Chejrona. On wie co robi.
Podszedłem do Mrocznego, a gdy zwierzak mnie ujrzał, od
razu usłyszałem jego głos w mojej głowie.
Witaj
szefie! Co dziś robimy? Może poćwiczymy coś bardziej zaawansowanego? Chcę zobaczyć
jak krzyczysz ze strachu, kiedy pokazuję ci nowe sztuczki! –
roześmiał się.
- Twoje niedoczekanie! Nigdy nie ujrzysz mnie krzyczącego
ze strachu! – zaśmiałem się. – ale mniejsza. Nie mam dziś ochoty na nowe sztuczki.
Po prostu trochę
poćwiczymy to co zwykle i koniec.
Co
jest z tobą szefie?! Co cię gnębi? Przecież wiesz, że możesz mi się wyżalić!
- Pogięło cię? Jesteś koniem.
Wypraszam
sobie! Jestem pegazem. Nie obrażaj mnie Glonomózgu!
- Nie będzie mnie koń obrażał! Rusz zad i miejmy z głowy
te ćwiczenia.
Wsiadłem na pegaza mimo kilku przeszkód i ruszyliśmy. Co za
wredne stworzenie! Próbował mnie zrzucić! Cholerny pegaz!
To
jak szefie, powiesz o co chodzi?
- Nie.
No
proooszę. Wiesz, że ci pomogę.
- Daj mi spokój. Po prostu rób co masz robić.
Moim
zadaniem jest ci pomóc. Więc mów co cię trapi.
- Dobra, bo nie odpuścisz. Bogowie wezwali mnie i Ann na
Olimp i jutro tam jedziemy. Nie wiem o co chodzi, ale mam złe przeczucia. Dlatego
jestem taki „nieswój” – powiedziałem, robiąc z rąk cudzysłów przy ostatnim
słowie.
Czyli
znów będziemy ratować świat?!
- My?
No
gdyby nie ja, nie poradziłbyś sobie. Jestem ci potrzebny szefie, nie kłam.
- Dooobra – powiedziałem zaskoczony – ale tak. Wychodzi na
to, że znów trzeba będzie uratować świat.
Super!
Jesteśmy najlepszym teamem szefie! Na pewno i tym razem się uda. A jeszcze jak
nam twoja laska pomoże, to wygraną mamy w kieszeni!
Nie odpowiedziałem już nic, nawet na to jak nazwał
Annabeth. Nie chciało mi się już dyskutować z tym gadatliwym stworzeniem. Po zakończonych
zajęciach wróciłem do domku. Do kolacji zostało mi jakaś godzina, więc
zgarnąłem ręcznik i poszedłem na plażę. Siedziałem pod wodą ponad pół godziny,
starając się o niczym nie myśleć. Normalnie
woda pomaga mi się kupić, ale tym razem robiłem wszystko, by zachować czysty
umysł. Po wyjściu z wody wróciłem do domku, wziąłem prysznic i ubrałem czyste
ciuchy. Stwierdziłem, że spakuję się po posiłku, więc ruszyłem w stronę
pawilonu.
*************************************************************
Dodaję 13 rozdział z nadzieją, że jest coraz lepiej i chociaż w małym stopniu zastosowałam się do tych rad xd Nie wiem, kiedy kolejny rozdział, ponieważ niedługo kończą mi się ferie i trzeba wrócić do szkoły, czyli znów nauka i nauka :/ ale zobaczę co da się zrobić ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)