~
Annabeth ~
Siedzieliśmy wtuleni w siebie, a ja zrozumiałam, że
kocham Percy’ego i nie zważając na nic muszę z nim o tym porozmawiać. Tu
przecież chodzi o nas… O naszą przyszłość. Nie chcę tego przekładać w
nieskończoność…
- Percy… nie chcę przerywać tej wspaniałej chwili…
naprawdę się cieszę, że to dla mnie zrobiłeś, ale musimy porozmawiać…
- Oczywiście Ann, rozumiem to … po prostu bałem się tej
rozmowy i chciałem zrobić coś, co mogłoby nam ją umilić … - on nawet nie wie
jak ja się boję tej rozmowy … czy on to zrozumie ? Nie ważne. Muszę mu to
powiedzieć.
- Widzisz Percy … pamiętasz jak rozmawialiśmy o tym, co
będzie później, kiedy skończymy liceum ?
- No tak, pamiętam …
- Na początek chcę wiedzieć czy ty nadal wiążesz ze mną
swoją przyszłość i … - nie dał mi nawet dokończyć, ponieważ sam się odezwał
- Ann oczywiście, że wiążę z tobą moją przyszłość …
jesteś całym moim światem i nie mógłbym inaczej …
- Naprawdę się cieszę Percy! Tak bardzo chciałam to
usłyszeć! Ale teraz wracając do tematu… stwierdziliśmy, że będziemy studiować w
Nowym Rzymie … tylko że ja tego nie chcę…
- Nie chcesz studiować ?
- Nie o to mi chodzi głuptasie – powiedziałam rozbawiona;
on zawsze poprawia mi humor, nawet nieświadomie- chodzi mi o to, że nie chcę
studiować w Nowym Rzymie … wiem jak bardzo ci na tym zależało i jak bardzo
podobało ci się to miejsce, ale to nie dla mnie … nie potrafiłabym tam żyć,
moje miejsce jest wśród Greków, nie Rzymian.. ja tam po prostu nie pasuję Percy
… Przepraszam… - zwiesiłam głowę, bałam się jego reakcji.
- Ann nie musisz mnie przepraszać … zaproponowałem to, bo
fakt, podoba mi się tam, ale bardziej zrobiłem to dla ciebie. Myślałem, że tak
ci się tam podobało, i że chciałabyś tego … jeśli nie, to nic nie szkodzi. Ja
będę szczęśliwy wszędzie tam, gdzie ty będziesz…nawet w Tartarze, ważne, że z
tobą – po tym jak to powiedział podniósł delikatnie moją głowę i złożył na
moich ustach delikatny pocałunek. – Kocham cię Annabeth.- Byłam taka szczęśliwa
jak to powiedział. Naprawdę nie mogłam posiąść się z radości.
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło Glonomóżdżku … Dziękuję
ci … Dziękuję, że to zrozumiałeś … I ja też cię bardzo kocham … Najbardziej na
świecie …
- Nie możesz mnie kochać najbardziej na świecie, bo ja
kocham ciebie najbardziej na świecie –uniósł brew i uśmiechnął się szelmowsko.
Ten wyraz twarzy zawsze na mnie działa rozczulająco …
- Wiesz, że mogłabym się z tobą długo tak kłócić …
- Wiem, ale tym razem i tak ja wygram … Bo widzisz, to ja
cię kocham najbardziej na świecie, a nawet wszechświecie, Mądralińska!
Świece już zgasły, panował totalny mrok i tylko światło
księżyca w pełni odbijało się od tafli jeziora. Przez moment ja i Percy
całowaliśmy się, było coraz bardziej namiętnie. W pewnym momencie oderwaliśmy
się od siebie, gdyż brakowało nam już powietrza. Spojrzeliśmy sobie w oczy i
siedzieliśmy tak przez dłuższy czas. Potem Glonomóżdżek położył się i
przyciągnął mnie do siebie. Położyłam się przy nim i oparłam głowę o jego
ramię. On mnie przytulił, a ja wtuliłam się w jego ciepły tors. Leżeliśmy tak i
oglądaliśmy gwiazdy na bezchmurnym niebie. Moglibyśmy tak leżeć w ciszy,
słysząc bicie swoich serc i cichy szum liści, przez całą noc, ale było już
późno, a rano trzeba było wstać, bo Chejron zaraz po śniadaniu kazał przyjść na
zabranie grupowych domków. Pomogłam Percy’emu posprzątać, a potem mój chłopak
odprowadził mnie pod same drzwi Domku Numer 6. Delikatnie pocałował mnie na noc
i wrócił do siebie.
~
Percy ~
Ten dzień był jednym z najlepszych w moim życiu. Wcale
się nie zdenerwowałem ani nie było mi smutno, gdy Annabeth powiedziała mi o
tych studiach. Tak naprawdę wszędzie mi będzie dobrze, byleby Ann była blisko
mnie. Bez niej byłoby mi bardzo ciężko. Pomysł z Nowym Rzymem przyszedł mi do
głowy, bo myślałem o upodobaniu Mądralińskiej do architektury, ale skoro nie
chce, nie mam nic przeciwko. Ona tu rządzi!
Chciałbym, żeby było już jutro. Mógłbym znów zobaczyć się
z moją wspaniałą dziewczyną. Jutro to spotkanie z Chejronem. Wypadałoby kłaść
się spać. Chyba wystarczy tych rozmyślań. Boję się, że moje szare komórki już
więcej nie wytrzymają. Wziąłem szybki prysznic i padłem na łóżko. Nie zajęło mi
to dużo czasu, od razu prawie zasnąłem. Jak od prawie roku, nie miałem żadnych
złych snów. Tylko czerń.
***
Następnego dnia wstałem wyspany i wypoczęty. Gdy
spojrzałem na zegarek była 9:00. Byłem zdziwiony, bo położyłem się dość późno,
a nie miałem ochoty wrócić z powrotem do łóżka. Wyjąłem czyste spodnie, obozową
koszulkę i poszedłem wziąć prysznic. Gdy się ubrałem, usłyszałem konchę,
włożyłem trampki i poszedłem na śniadanie. Ann siedziała już przy swoim stoliku
z rodzeństwem. Usiadłem do swojego stołu, jak zwykle sam. Poprosiłem o
niebieskie naleśniki i sok pomarańczowy. Jak już dobrze zacząłem ten dzień, to
czemu by go nie kontynuować ulubionym śniadaniem? Po śniadaniu wszyscy grupowi
skierowali się w stronę Wielkiego Domu. Chejron chciał z nami o czymś ważnym
porozmawiać. Ciekawe o czym ? Wszedłem do środka i zająłem miejsce koło córki
Ateny.
- Witam wszystkich. Po pierwsze mam do was pytanie: Czy
kogoś z was spotkało ostatnio coś dziwnego ?
- Z tego co wiem to dziwne rzeczy należą do naszego
świata. – powiedziała Clarisse
- Chodzi mi o to, że po przybyciu do Obozu, Annabeth
opowiadała mi, że zaatakował ją minotaur…
- Jak to ? Przecież parę lat temu zabił go Percy. –
powiedział jeden z braci Hood. – To niemożliwe, że tak szybko ożył.
Rozległy się pomruki. Wszyscy zastanawiali się nad
zajściem, a na ich twarzach można było dostrzec strach i niepokój.
- Zgadzam się, to bardzo dziwne. Dlatego pytam, czy kogoś
z was spotkało coś równie dziwnego?
Wszyscy zgodnie odpowiedzieli nie.
- W takim razie ostatnia sprawa Mamy już nowy plan zajęć.
Tak jak zawsze, każdy grupowy otrzyma grafik dla swojego domku. Proszę się po
nie zgłaszać po obiedzie, a tymczasem każdy ma wolne popołudnie do obiadu.
Możecie już iść.
Cały czas widziałem na twarzy Chejrona zaniepokojenie.
Wymieniłem z Ann spojrzenia i od razu wiedziałem, że ona też to wyczuwa. Kiedy
wszyscy wyszli, ja i Annabeth podeszliśmy do koordynatora. Znał nas od dawna, a
my jego, więc zrozumiał, że domyślamy się, że coś go martwi. Jako pierwsza
odezwała się Mądralińska.
- Czy coś się dzieje Chejronie ? Masz jakieś podejrzenia
?
- Teoretycznie nic się nie dzieje. Olimpijczycy milczą.
Są zadowoleni z ostatnich wydarzeń i cały czas opijają zwycięstwo. Jednak to
zajście nie daje mi spokoju. To wygląda co najmniej podejrzanie, ale nie mogę
powiadomić Rady o tym zajściu i moich zwykłych obawach, bo nie mam żadnych
dowodów.
- Jak to nie masz ? – powiedziałem oburzony – Atak na
Annabeth to za mało ?! Ktoś musi zginąć, by bogowie ruszyli swe szanowne ?!
- Percy spokojnie. Tak jak powiedziała Clarisse. Ataki na
herosów to dla nas norma, tak właśnie wygląda życie półboga. Dla Rady to za
mało. Przykro mi. Poza tym, to tylko moje obawy, niczym nie potwierdzone, bo
prócz ataku na Annabeth nikt inny nie został zaatakowany, a Minotaur mógł się
odrodzić dość szybko. Nie martwcie się o nic, bawcie się, w końcu macie
wakacje, a kto jak kto, ale wy zasłużyliście. – powiedział z uśmiechem na
twarzy.
- Dobrze Chejronie – odpowiedziała Ann z uśmiechem, ale
ja i tak wiedziałem, że ona się tym przejmuje i wcale teraz nie odpuści.
Wyszliśmy z Wielkiego Domu i skierowaliśmy się w stronę
plaży.
- Nie odpuścisz co ?
- W jakim sensie ?
- Teraz będziesz się zamartwiała i zastanawiała nad
atakiem i podejrzeniami Chejrona.
- Percy, Chejron ma ogromne doświadczenie, tysiące lat na
karku i setki wyszkolonych herosów. Jeśli on widzi, że coś jest nie tak lub ma
jakieś podejrzenia, to znaczy, że trzeba to sprawdzić, bo on może mieć racje.
- Ale Ann on MA racje. Teraz są wakacje. Nie widzieliśmy
się prawie cały rok. Nie możemy ich spędzić razem w spokoju ? No bo faktycznie
na to zasłużyliśmy. Nie może się tym zająć ktoś inny ?
- Nie może Glonomóżdżku. Bo my jesteśmy już obeznani w
tym świecie i tylko my możemy sobie z tym poradzić. Poza tym nie możemy spędzić
ich w spokoju. To nie byłby Obóz Herosów, gdyby panował w nim spokój. Pamiętasz
?
- Pamiętam. No ale Clarisse ? Lub bracia Hood ? Oni nie
robią nic prócz głupie kawały. – powiedziałem robiąc udawaną, smutną minę.
- Nie. Nie wiem czy wiesz, ale wszyscy polegają na tobie.
Jesteś lepszy niż nie jeden starożytny heros i wszyscy zgodnie by cię nazwali
herosem naszych czasów. Liczą na ciebie.
- Ale co ja takiego zrobiłem ? Przecież sam bym sobie nie
poradził. Każdy się do zwycięstwa przyczynił.
- Ale ty w największym stopniu. W końcu nie każdy miał
propozycję zastać bogiem. A ty w dodatku ją odrzuciłeś.
- Wiesz, że zrobiłem to dla ciebie.
- Wiem i dlatego cię kocham ! – wtedy przysunęła się do
mnie i mnie pocałowała. Był wspaniały pocałunek, który z resztą odwzajemniłem.
Dalej siedzieliśmy tak wtuleni na gorącym pisku na plaży.
Później usłyszałem konchę i zrozumiałem, że skończył się czas wolny. Zaraz
obiad, a potem trening. Za mało czasu mieliśmy dla siebie. Wstałem
zrezygnowany, pomogłem wstać Ann i poszliśmy na obiad.
***************************
Hej! :) Najpierw chciałam przeprosić, ponieważ rozdział miał pojawić się w piątek, ale zaniedbałam sprawę. Wiecie, zakończenie roku, składanie papierów do szkół itd., a potem urodziny koleżanki i nie było kiedy. Po drugie chciałam podziękować dziewczynom, które dały komentarze pod poprzednim rozdziałem - to naprawdę mnie motywuje dziękuję ! :)) Liczę na więcej komentarzy pod tym rozdziałem, a następny postaram się dodać w piątek ;)
Jak uroczo :3
OdpowiedzUsuńPercabeth foreva <3
Fajnie opisujesz i dobrze ci to idzie :D
Mam,nadzieję, że niedługo pojawi się następny rozdział, bo bardzo spodobał mi się twój blog ;)
Jak masz ochotę możesz zajrzeć do mnie ;D
percabeth-story.blog.pl
Dziękuję :) następny rozdział postaram się dodać w piątek więc zapraszam ;)
Usuń