~
Percy ~
Dziś moja nauka w liceum dobiega końca. To oznacza dwie
rzeczy : 1) zaczynają się wakacje 2) czekają mnie studia. Ale nie ma tego
złego, co by na dobre nie wyszło. Będę studiował z moją kochaną Ann, więc się
cieszę tak czy siak. Jeśli chodzi o wakacje, to nie mogłem się już doczekać.
Myślałem, że to będą najlepsze wakacje w moim krótkim, herosowym życiu, bo
pokonaliśmy już najstraszniejszych wrogów. Jednak im bliżej końca roku
szkolnego, tym większe mam wątpliwości. W końcu nigdy nic nie wiadomo z tym
zwariowanym, mitologicznym światem. W sumie, gdy tak o tym wszystkim myślę, to
chce mi się śmiać. Siedziałem tak jeszcze z 20 minut i z rozmyślań o moim
ciekawym życiu wyrwał mnie głos mamy :
- Percy, rusz się, bo spóźnisz się ostatniego dnia szkoły
!
Gdy spojrzałem na zegarek była już 7:30, musiałem
wychodzić, a jeszcze nic nie zjadłem. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do
kuchni. Złapałem kanapkę i wziąłem duży łyk soku pomarańczowego. Dałem mamie
buziaka w policzek i ruszyłem w stronę drzwi.
- Do zobaczenia ! – powiedziałem z pełną buzią
- Na razie Percy !
***
Cały dzień w szkole myślałem o Annabeth i wakacjach ( z
resztą jak chyba każdy ). Zanim się obejrzałem było już po lekcjach. Jak
najszybciej wróciłem do domu, pochłonąłem cały obiad i byłem gotów do drogi.
Spakowałem się wczoraj, żeby dziś wyjechać jak najszybciej. Zniosłem rzeczy do
auta i wyruszyliśmy.
- Mam nadzieję, że w tym roku dadzą ci trochę spokoju z
tymi misjami. – odezwała się mama po dłuższym milczeniu.
- No nie wiem. – powiedziałem poważnie - W końcu ktoś
musi uratować ten świat ! – zaśmiałem się, a mama zaraz po mnie.
- Tylko proszę, kontaktuj się ze mną często i uważaj na
siebie.
Powtarzała mi to co roku, za każdym razem, gdy odwoziła
mnie na miejsce.
- Oczywiście. Możesz na mnie liczyć ! – powiedziałem z
uśmiechem na ustach.
- No to jesteśmy na miejscu. Do zobaczenia Percy. – mama
ucałowała mnie w policzek, a ja wysiadłem z auta. Zabrałem swoje rzeczy i
zacząłem się wspinać na Wzgórze Herosów.
~
Annabeth ~
Ten dzień w szkole zleciał mi bardzo szybko. Oczywiście
otrzymałam bardzo dobre świadectwo. Po powrocie ze szkoły zjadłam coś na
szybko, zabrałam już wcześniej spakowane rzeczy i wsiadłam do samochodu. Mój
tata zobowiązał się, że osobiście odwiezie mnie na Obóz.
Czas mijał i mijał, a ja nie mogłam się już doczekać
spotkania z moim Glonomóżdżkiem. Gdy dojeżdżaliśmy już prawie na miejsce, na
jezdnię wyskoczyło coś dużego. Tata gwałtownie zahamował, a mną rzuciło do
przodu. Na szczęście nic się nam nie stało. Myślałam, że to jakaś wypłoszona
krowa, których z resztą nienawidzę, bo to symbol Hery – znienawidzonej przeze
mnie bogini, która na jakiś czas odebrała mi Percy’ego, może znowu coś
kombinuje i chce mi przeszkodzić w dotarciu na miejsce. Okazało się, że wcale
nie było to aż tak dalekie od prawdy. Zaraz przed nami, na przednią szybę
swoimi wielkimi nozdrzami chuchał pół człowiek pół byk.
- To Minotaur – powiedziałam zdenerwowana, a chwilę
później miałam już prowizoryczny plan. – Tato ja odciągnę jego uwagę, a ty
wyjdziesz z auta i pobiegniesz do lasu. Schowaj się tam i pod żadnym pozorem
nie wychodź.
- A co potem ? Nie pozwolę, żeby jakieś bydle córkę mi
zabiło !
- Nie martw się. Dam sobie radę. Nie z takimi się
walczyło – powiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Tylko na siebie uważaj ! – mocno mnie przytulił, a ja
odwzajemniłam uścisk.
Po chwili zaczęłam wcielać mój misterny plan w życie. Ja
odciągnęłam potwora w głąb lasu po prawej stronie jezdni, a mój tata
przeskoczył nad płotem i ukrył się w gęstwinie po lewej stronie. Ponieważ
wiedziałam, że stwór jest wolny zaczęłam krążyć wokół niego. Chciałam go
zdenerwować po to, aby na mnie zaszarżował. Udało się. Próbowałam go nakierować
na jedno z drzew, aby sam się obezwładnił, wbijając róg w pień. Na początku
szło opornie, a ja traciłam już siły. W końcu znalazłam dość grube drzewo, w
które ciężko nie trafić i znów go sprowokowałam. Potwór zaatakował, a ja
uskoczyłam w ostatniej chwili. Jego rogi wbiły się w drzewo, a ja zdążyłam w
tym czasie wyjąć mój sztylet. Podeszłam do bestii i wbiłam mu go w brzuch.
Minotaur zawył, a ja odcięłam mu róg. Chwilę później z stwora została tylko
kupka złotego pyłu i odcięty, duży róg.
„ Dla Glonomóżdżka. Drugi do kolekcji ” pomyślałam. „
Swoją drogą co za ironia losu. Parę lat temu to Percy’ego został zaatakowany w
drodze do Obozu przez to paskudztwo ”
Nagle zza drzew wybiegł tata:
- Nic ci nie jest Annabeth ?!
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Tylko się trochę
zmęczyłam. – uśmiechnęłam się do taty pokrzepiająco – To co ? Jedziemy ?
- Tak, już. Wsiadaj do auta i ruszamy – również się do
mnie uśmiechnął.
I wyruszyliśmy w dalszą drogę. Co prawda do Obozu zostało
kilkadziesiąt kilometrów, ale to wystarczyło, żebym zaczęła się zamartwiać. Jak
to się stało, że Minotaur tak szybko ożył ? Czego tu szukał ? Dlaczego znów
wrócił w okolice Long Island ? Jak długo będzie martwy tym razem ? I przede
wszystkim czy Percy’ego też coś zaatakowało i czy jest cały ? Te pytania nie
dawały mi spokoju do końca podróży.
*********************
Hej :) Dodaję 1 rozdział ;) proszę o komentowanie, bo to mi serio pomoże jak na początek xd Z góry dziękuję :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz