piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 1



~ Percy ~
Dziś moja nauka w liceum dobiega końca. To oznacza dwie rzeczy : 1) zaczynają się wakacje 2) czekają mnie studia. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Będę studiował z moją kochaną Ann, więc się cieszę tak czy siak. Jeśli chodzi o wakacje, to nie mogłem się już doczekać. Myślałem, że to będą najlepsze wakacje w moim krótkim, herosowym życiu, bo pokonaliśmy już najstraszniejszych wrogów. Jednak im bliżej końca roku szkolnego, tym większe mam wątpliwości. W końcu nigdy nic nie wiadomo z tym zwariowanym, mitologicznym światem. W sumie, gdy tak o tym wszystkim myślę, to chce mi się śmiać. Siedziałem tak jeszcze z 20 minut i z rozmyślań o moim ciekawym życiu wyrwał mnie głos mamy :
- Percy, rusz się, bo spóźnisz się ostatniego dnia szkoły !
Gdy spojrzałem na zegarek była już 7:30, musiałem wychodzić, a jeszcze nic nie zjadłem. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni. Złapałem kanapkę i wziąłem duży łyk soku pomarańczowego. Dałem mamie buziaka w policzek i ruszyłem w stronę drzwi.
- Do zobaczenia ! – powiedziałem z pełną buzią
- Na razie Percy !
***
Cały dzień w szkole myślałem o Annabeth i wakacjach ( z resztą jak chyba każdy ). Zanim się obejrzałem było już po lekcjach. Jak najszybciej wróciłem do domu, pochłonąłem cały obiad i byłem gotów do drogi. Spakowałem się wczoraj, żeby dziś wyjechać jak najszybciej. Zniosłem rzeczy do auta i wyruszyliśmy.
- Mam nadzieję, że w tym roku dadzą ci trochę spokoju z tymi misjami. – odezwała się mama po dłuższym milczeniu.
- No nie wiem. – powiedziałem poważnie - W końcu ktoś musi uratować ten świat ! – zaśmiałem się, a mama zaraz po mnie.
- Tylko proszę, kontaktuj się ze mną często i uważaj na siebie.
Powtarzała mi to co roku, za każdym razem, gdy odwoziła mnie na miejsce.
- Oczywiście. Możesz na mnie liczyć ! – powiedziałem z uśmiechem na ustach.
- No to jesteśmy na miejscu. Do zobaczenia Percy. – mama ucałowała mnie w policzek, a ja wysiadłem z auta. Zabrałem swoje rzeczy i zacząłem się wspinać na Wzgórze Herosów.
~ Annabeth ~
Ten dzień w szkole zleciał mi bardzo szybko. Oczywiście otrzymałam bardzo dobre świadectwo. Po powrocie ze szkoły zjadłam coś na szybko, zabrałam już wcześniej spakowane rzeczy i wsiadłam do samochodu. Mój tata zobowiązał się, że osobiście odwiezie mnie na Obóz.
Czas mijał i mijał, a ja nie mogłam się już doczekać spotkania z moim Glonomóżdżkiem. Gdy dojeżdżaliśmy już prawie na miejsce, na jezdnię wyskoczyło coś dużego. Tata gwałtownie zahamował, a mną rzuciło do przodu. Na szczęście nic się nam nie stało. Myślałam, że to jakaś wypłoszona krowa, których z resztą nienawidzę, bo to symbol Hery – znienawidzonej przeze mnie bogini, która na jakiś czas odebrała mi Percy’ego, może znowu coś kombinuje i chce mi przeszkodzić w dotarciu na miejsce. Okazało się, że wcale nie było to aż tak dalekie od prawdy. Zaraz przed nami, na przednią szybę swoimi wielkimi nozdrzami chuchał pół człowiek pół byk.
- To Minotaur – powiedziałam zdenerwowana, a chwilę później miałam już prowizoryczny plan. – Tato ja odciągnę jego uwagę, a ty wyjdziesz z auta i pobiegniesz do lasu. Schowaj się tam i pod żadnym pozorem nie wychodź.
- A co potem ? Nie pozwolę, żeby jakieś bydle córkę mi zabiło !
- Nie martw się. Dam sobie radę. Nie z takimi się walczyło – powiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Tylko na siebie uważaj ! – mocno mnie przytulił, a ja odwzajemniłam uścisk.
Po chwili zaczęłam wcielać mój misterny plan w życie. Ja odciągnęłam potwora w głąb lasu po prawej stronie jezdni, a mój tata przeskoczył nad płotem i ukrył się w gęstwinie po lewej stronie. Ponieważ wiedziałam, że stwór jest wolny zaczęłam krążyć wokół niego. Chciałam go zdenerwować po to, aby na mnie zaszarżował. Udało się. Próbowałam go nakierować na jedno z drzew, aby sam się obezwładnił, wbijając róg w pień. Na początku szło opornie, a ja traciłam już siły. W końcu znalazłam dość grube drzewo, w które ciężko nie trafić i znów go sprowokowałam. Potwór zaatakował, a ja uskoczyłam w ostatniej chwili. Jego rogi wbiły się w drzewo, a ja zdążyłam w tym czasie wyjąć mój sztylet. Podeszłam do bestii i wbiłam mu go w brzuch. Minotaur zawył, a ja odcięłam mu róg. Chwilę później z stwora została tylko kupka złotego pyłu i odcięty, duży róg.
„ Dla Glonomóżdżka. Drugi do kolekcji ” pomyślałam. „ Swoją drogą co za ironia losu. Parę lat temu to Percy’ego został zaatakowany w drodze do Obozu przez to paskudztwo ”
Nagle zza drzew wybiegł tata:
- Nic ci nie jest Annabeth ?!
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Tylko się trochę zmęczyłam. – uśmiechnęłam się do taty pokrzepiająco – To co ? Jedziemy ?
- Tak, już. Wsiadaj do auta i ruszamy – również się do mnie uśmiechnął.
I wyruszyliśmy w dalszą drogę. Co prawda do Obozu zostało kilkadziesiąt kilometrów, ale to wystarczyło, żebym zaczęła się zamartwiać. Jak to się stało, że Minotaur tak szybko ożył ? Czego tu szukał ? Dlaczego znów wrócił w okolice Long Island ? Jak długo będzie martwy tym razem ? I przede wszystkim czy Percy’ego też coś zaatakowało i czy jest cały ? Te pytania nie dawały mi spokoju do końca podróży. 

********************* 
Hej :) Dodaję 1 rozdział ;) proszę o komentowanie, bo to mi serio pomoże jak na początek xd Z góry dziękuję :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz